No i błąd. Co go pokusiło, aby zrezygnować z kolejnej kolejki gruszkówki? Dlaczego był tak miękką fają i postanowił odpuścić zamiast upić się do nieprzytomnego. Nawet jakby spotkał Brenne, to może i by się do niej uśmiechnął - tak chyba szczerze, bo dobrze było by ją zobaczyć po tak długim czasie, a i nawet mógłby się powstrzymać przed chęcią jej unicestwienia. I pomyśleć, że gruszkówka tak łagodziła człowieka - coś wspaniałego.
W takiej sytuacji nie pozostało nic innego jak oblizanie warg, aby po raz ostatni skosztować tego przysmaku. W tym momencie, Stanley, wpadł też na plan B. Zamiast wysyłać tam Sophie, mogli wysłać Maeve, która mogłaby się stać Penny na kilka godzin. Nic złego w tym przecież nie było, a dobrym to należało się dzielić czy coś takiego. Nie bardzo wiedział pod co mógłby to podpiąć, ale na brodę Merlina - Abbottowie nie powinni tego trzymać pod ladą!
- Konkurs? - zapytał, aby upewnić się, że dobrze usłyszał. Borgin miał dość wszelkiej maści konkursów. W końcu wziął udział w jednym pod koniec lipca. Nie z własnej woli, ale niektórych to nie obchodziło i musieli mu Przymulciberować. Bez dwóch zdań mógł powiedzieć, że Robert był wtedy w swoim żywiole. Zrobił aferę o nic, a powinien się był cieszyć, że jako rodzina wygrali te zawody! Ale nie - staruszek swoje...
- Tak szczerze to chyba nie jestem fanem konkursów - przyznał, robiąc pół kroku do tyłu w obronnym geście. Może trochę jakby był w gotowości do ucieczki?
- Ale stoiska brzmią jak świetny plan - rozpogodził się jednak całkiem szybko, uznając jej drugą propozycję za dużo trafniejszą - Powinniśmy jednak zacząć od loterii, bo skoro... - pochylił się odrobinę w kierunku Penny, a następnie ściszył głos, aby inni nie słyszeli - Mieliśmy okazję spróbować tej dobroci, to mamy wielkie szczęście - podkreślił, prostując się zaraz, aby nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania wokół ich osób.
- W takim razie proponuję loterię, później stragany, a może... - uniósł palec do góry - Może na sam koniec ten cały konkurs. Czy to brzmi jak plan? - zapytał. Niby miał wybierać, ale chciał usłyszeć zdanie swojej towarzyszki. Trochę jak taka dwuosobowa rada, która podejmowała bardzo ważne sprawy odnośnie tego jak spędzą następne kilka czy kilkanaście minut.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972