06.01.2023, 21:48 ✶
Omiótł go wzrokiem, żałując, że nie spotkali się w lepszym miejscu gdzie nie musiałby przejmować się reakcją otoczenia.
- Nazywasz to rzucaniem się na ciebie? Tak słabo mnie oceniasz?- zapytał, unosząc jedną brew. Może warto się deportować gdzie indziej… dopiero widząc Fergusa przed sobą uzmysłowił sobie jak bardzo go właśnie potrzebował. Czuł, że coraz bardziej zbiera się w nim potrzeba wylewnego okazania stęsknienia. Dotarły do niego wyrzuty sumienia kiedy uzmysłowił sobie, że artefakt pochłonął wszystkiego jego myśli - nawet te stałe, czyli dotyczące Fergusa. Źle mu z tym było, nie powinien aż tak wsiąkać i zapominać o bożym świecie. Było mu wstyd zwłaszcza teraz kiedy poczuł jak bardzo chciał być blisko niego.
- Nnie. Zostań. Przepraszam. Źle zabrzmiałem, jestem jak naćpany tą pracą. - odstawił kubek na blat i wrócił do Fergusa, ganiany wyrzutem sumienia za swoją niedbałość i brzydkie słowa. Uniósł rękę żeby go dotknąć ale nagle zgłupiał bo nie wiedział nawet ile czasu minęło odkąd zajął się artefaktem. Ręce zanurzył w swoich włosach i odgarnął je do tyłu. Nie zdawał sobie sprawy, że miał przekrwione oczy. Spojrzał na butelkę soku i tajemniczą paczuszkę. Zdjął spod brody maseczkę i odłożył ją na jeden z kartonów.
- Jesteś dla mnie taki miły a ja tak się zachowuję. Do licha, przepraszam. - wyciągnął w jego stronę rękę i wsunął kciuk w szlufkę jego spodni, przyciągając go do siebie i siebie do niego. Ułożył dłoń na jego włosach i przytulił czoło do jego głowy.
- Muszę się zatrzymać na tu i teraz bo moja głowa eksploduje od nawału informacji i planów, które chciałem jeszcze dziś uzyskać. - zamknął na moment oczy i napawał się jego ciepłem i spokojem. Docelowo miał go za chwilę puścić ale zdał sobie sprawę, że nie potrafi. Przysunął się do niego jeszcze bliżej, obejmując całego.
- Dziękuję. Masz rację, nie pomyślałem o jedzeniu. Za bardzo wsiąkłem.- przesunął palcami po całej długości jego pleców i jeszcze znalazł jego usta, całując go w ramach przeprosin. Lekko, bez presji, ciepło.
- Może być takie powitanie?- zapytał ciszej i po uzyskaniu odpowiedzi odplątał z niego ręce po to, aby sięgnąć po papierowe zawiniątko. Widząc kanapkę jego żołądek bardzo zabulgotał, co było nader słyszalne w tak małym metrażu i tak miłej odległości.
- Zdrajca.- mruknął, zakrywając ręką burczący brzuch. Wziął się za kanapkę, a zjadł ją w mgnieniu oka bo wiedział, że byłby w stanie zjeść takich sto.
- Na brodę Merlina, w końcu mięsna kanapka, czyli taka jak powinna być. - odezwał się z błogością na twarzy bo była to najlepsza kanapka na świecie - pierwsza tego dnia, z dużą ilością wędlin a akurat Castiel nie najadał się niczym, co nie miało w sobie choć odrobiny mięsa. Otworzył butelkę soku i połowę wypił duszkiem. Powoli odzyskiwał trzeźwość umysłu i porządkował myśli w osobne kategorie, wysuwając na pierwszy plan Fergusa, a nie ciekawy artefakt. Udało mu się wywnioskować, że to nieco inny rodzaj pułapki niż z początku "mówiły" o tym repliki. Nie dotyczyły pułapki duszy a pułapkę ciała. Nie wiedział jeszcze dokładnie jaki miała konkretny cel ale wydawało mu się, że wie w którą stronę powinien pójść, gdyby miał ją unieszkodliwić. Do tego jednak potrzebował pełnosprawnej różdżki a z tego co Fergus mówił, przydałoby się jej zaleczenie rysy, której dotychczas nigdy nie widział.
- Nazywasz to rzucaniem się na ciebie? Tak słabo mnie oceniasz?- zapytał, unosząc jedną brew. Może warto się deportować gdzie indziej… dopiero widząc Fergusa przed sobą uzmysłowił sobie jak bardzo go właśnie potrzebował. Czuł, że coraz bardziej zbiera się w nim potrzeba wylewnego okazania stęsknienia. Dotarły do niego wyrzuty sumienia kiedy uzmysłowił sobie, że artefakt pochłonął wszystkiego jego myśli - nawet te stałe, czyli dotyczące Fergusa. Źle mu z tym było, nie powinien aż tak wsiąkać i zapominać o bożym świecie. Było mu wstyd zwłaszcza teraz kiedy poczuł jak bardzo chciał być blisko niego.
- Nnie. Zostań. Przepraszam. Źle zabrzmiałem, jestem jak naćpany tą pracą. - odstawił kubek na blat i wrócił do Fergusa, ganiany wyrzutem sumienia za swoją niedbałość i brzydkie słowa. Uniósł rękę żeby go dotknąć ale nagle zgłupiał bo nie wiedział nawet ile czasu minęło odkąd zajął się artefaktem. Ręce zanurzył w swoich włosach i odgarnął je do tyłu. Nie zdawał sobie sprawy, że miał przekrwione oczy. Spojrzał na butelkę soku i tajemniczą paczuszkę. Zdjął spod brody maseczkę i odłożył ją na jeden z kartonów.
- Jesteś dla mnie taki miły a ja tak się zachowuję. Do licha, przepraszam. - wyciągnął w jego stronę rękę i wsunął kciuk w szlufkę jego spodni, przyciągając go do siebie i siebie do niego. Ułożył dłoń na jego włosach i przytulił czoło do jego głowy.
- Muszę się zatrzymać na tu i teraz bo moja głowa eksploduje od nawału informacji i planów, które chciałem jeszcze dziś uzyskać. - zamknął na moment oczy i napawał się jego ciepłem i spokojem. Docelowo miał go za chwilę puścić ale zdał sobie sprawę, że nie potrafi. Przysunął się do niego jeszcze bliżej, obejmując całego.
- Dziękuję. Masz rację, nie pomyślałem o jedzeniu. Za bardzo wsiąkłem.- przesunął palcami po całej długości jego pleców i jeszcze znalazł jego usta, całując go w ramach przeprosin. Lekko, bez presji, ciepło.
- Może być takie powitanie?- zapytał ciszej i po uzyskaniu odpowiedzi odplątał z niego ręce po to, aby sięgnąć po papierowe zawiniątko. Widząc kanapkę jego żołądek bardzo zabulgotał, co było nader słyszalne w tak małym metrażu i tak miłej odległości.
- Zdrajca.- mruknął, zakrywając ręką burczący brzuch. Wziął się za kanapkę, a zjadł ją w mgnieniu oka bo wiedział, że byłby w stanie zjeść takich sto.
- Na brodę Merlina, w końcu mięsna kanapka, czyli taka jak powinna być. - odezwał się z błogością na twarzy bo była to najlepsza kanapka na świecie - pierwsza tego dnia, z dużą ilością wędlin a akurat Castiel nie najadał się niczym, co nie miało w sobie choć odrobiny mięsa. Otworzył butelkę soku i połowę wypił duszkiem. Powoli odzyskiwał trzeźwość umysłu i porządkował myśli w osobne kategorie, wysuwając na pierwszy plan Fergusa, a nie ciekawy artefakt. Udało mu się wywnioskować, że to nieco inny rodzaj pułapki niż z początku "mówiły" o tym repliki. Nie dotyczyły pułapki duszy a pułapkę ciała. Nie wiedział jeszcze dokładnie jaki miała konkretny cel ale wydawało mu się, że wie w którą stronę powinien pójść, gdyby miał ją unieszkodliwić. Do tego jednak potrzebował pełnosprawnej różdżki a z tego co Fergus mówił, przydałoby się jej zaleczenie rysy, której dotychczas nigdy nie widział.