25.06.2024, 10:09 ✶
Słowa zawisły między nimi, lubił ich posmak na podniebieniu.
– Tu vas être bien sage – przypieczętował ich umowę, która potrzebowała ledwie dwóch zdań: polecenia i zgody, splecionego zaklęcia, które wprawia rzeczywistość w ruch, naginając ją do woli rzucającego. Dwa zdania, które wspólnie miały przekuć się na działanie.
Odsunął się zaraz po tym tak, jakby to co wydarzyło się przed chwilą nie miało w ogóle miejsca. Winda drgnęła i ruszyła dalej, nie potrzebowała już zaproszenia różdżką do tego. Anthony miał co do sekundy odmierzony czas. Uśmiech satysfakcji przesłaniał jednak zupełnie inny, ten płaski, dedykowany interakcjom społecznym. Schował długopis do wewnętrznej kieszeni marynarki, w milczeniu poprawił rękawiczkę. Lada moment miały otworzyć się drzwi, lada moment mieli pojawić się nieświadomi widzowie, którzy przegapili ten mały, bardzo prywatny spektakl. Perseusz dostał już swoją rolę i przyjął ją z przewidywanym entuzjazmem, i choć wciąż stali obok siebie, Anthony uciekł od niego myślami, planował dalsze kroki. Wyciągnięcie z Munga ambasadora Manuela Fernando Lopeza Concha to jedno, odpowiednia modyfikacja jego wspomnień to drugie, potrzebował jednak pilnie skontaktować się ze swoim przełożonym Alexandrem, aby opracować procedury i zalecenia dla zagranicznych gości. Musieli zdecydowanie wzmocnić ich obserwację, kiedy będą na terenie Anglii. Uniknięcie jednego międzynarodowego skandalu, zatuszowanie ataku dla wyższych celów zachowania twarzy i przede wszystkim odsunięcie widma sankcji to był wciąż mały krok. Potrzebowali ścieżek i wewnętrznych dyrektyw by uniknąć tego typu sytuacji w nadchodzącym czasie. Zapowiadał się rok pełen pracy.
– Do zobaczenia doktorze Black. Bardzo miło było chwilę pogawędzić. – słowa wypłynęły z jego ust bez zawahania, gdy drzwi ciasnej windy otworzyły się. Shafiq nie zamierzał z niej wychodzić, musiał jak najszybciej udać się do swojego Departamentu i przekazać Blatchleyowi co zaszło i co ich czeka. Utrwalanie tego na piśmie byłoby wysoce nierozsądne, a w obliczu zbliżającego się karnawału miał pełnię świadomości, że te pół godziny do godziny mogą być kluczowe. Dotknął ronda kapelusza skłaniając głową, posyłając magipsychiatrze ledwie przelotny uśmiech, tylko po to by przesunąć się, dając miejsca wchodzącym i odjechać z nimi w dół. Był okazją, która się pojawiła i została wykorzystana. Teraz czas wrócić do pracy.
– Tu vas être bien sage – przypieczętował ich umowę, która potrzebowała ledwie dwóch zdań: polecenia i zgody, splecionego zaklęcia, które wprawia rzeczywistość w ruch, naginając ją do woli rzucającego. Dwa zdania, które wspólnie miały przekuć się na działanie.
Odsunął się zaraz po tym tak, jakby to co wydarzyło się przed chwilą nie miało w ogóle miejsca. Winda drgnęła i ruszyła dalej, nie potrzebowała już zaproszenia różdżką do tego. Anthony miał co do sekundy odmierzony czas. Uśmiech satysfakcji przesłaniał jednak zupełnie inny, ten płaski, dedykowany interakcjom społecznym. Schował długopis do wewnętrznej kieszeni marynarki, w milczeniu poprawił rękawiczkę. Lada moment miały otworzyć się drzwi, lada moment mieli pojawić się nieświadomi widzowie, którzy przegapili ten mały, bardzo prywatny spektakl. Perseusz dostał już swoją rolę i przyjął ją z przewidywanym entuzjazmem, i choć wciąż stali obok siebie, Anthony uciekł od niego myślami, planował dalsze kroki. Wyciągnięcie z Munga ambasadora Manuela Fernando Lopeza Concha to jedno, odpowiednia modyfikacja jego wspomnień to drugie, potrzebował jednak pilnie skontaktować się ze swoim przełożonym Alexandrem, aby opracować procedury i zalecenia dla zagranicznych gości. Musieli zdecydowanie wzmocnić ich obserwację, kiedy będą na terenie Anglii. Uniknięcie jednego międzynarodowego skandalu, zatuszowanie ataku dla wyższych celów zachowania twarzy i przede wszystkim odsunięcie widma sankcji to był wciąż mały krok. Potrzebowali ścieżek i wewnętrznych dyrektyw by uniknąć tego typu sytuacji w nadchodzącym czasie. Zapowiadał się rok pełen pracy.
– Do zobaczenia doktorze Black. Bardzo miło było chwilę pogawędzić. – słowa wypłynęły z jego ust bez zawahania, gdy drzwi ciasnej windy otworzyły się. Shafiq nie zamierzał z niej wychodzić, musiał jak najszybciej udać się do swojego Departamentu i przekazać Blatchleyowi co zaszło i co ich czeka. Utrwalanie tego na piśmie byłoby wysoce nierozsądne, a w obliczu zbliżającego się karnawału miał pełnię świadomości, że te pół godziny do godziny mogą być kluczowe. Dotknął ronda kapelusza skłaniając głową, posyłając magipsychiatrze ledwie przelotny uśmiech, tylko po to by przesunąć się, dając miejsca wchodzącym i odjechać z nimi w dół. Był okazją, która się pojawiła i została wykorzystana. Teraz czas wrócić do pracy.
Koniec sesji