25.06.2024, 12:31 ✶
Fakt, że nie był to piątek trzynastego najwyraźniej wcale w tej sytuacji nie pomagał i chyba jednak mogło wyjść na to, że jego paranoja była mimo wszystko całkiem uzasadniona.
Millie odezwała się, ale... Zdecydowanie nie brzmiała jak Millie. To znaczy głos rzeczywiście należał do Moody, ale sposób w jaki wypowiadała słowa i to co mówiła brzmiało zdecydowanie bardziej jak Brenna.
A potem Brenna otworzyła usta i już w pierwszym zdaniu mocno zasugerowała Basiliusowi, co to była za klątwą o której mówiła Millie... Brenna. Tak. Brenna. Ale w ciele Millie. Kurwa, co?
– Bre–Millie, nie mówi się ped... A zresztą nie ważne. — Nie, nie będzie dzisiaj z nią o tym dyskutował. Ani w ogóle. A zwłaszcza nie przy Brennie.
Westchnął ciężko, łapiąc się za mostek nosa, policzył po cichu do pięciu na uspokojenie i spojrzał na Mil–Brenne. Tak. Brenne.
– Kiedy to się stało? Jakieś inne objawy? Wchodźcie – powiedział, chociaż Millie i tak już weszła. Zerknął na nią. – Więc rozumiem, że w proteście przed wojną uznałyście, że zamienicie się ciałami, bo świat stanął na głowie? – spytał, chociaż Brenna już mu przecież wyjaśniła co się stało i że była to sprawka poltergeista. Millie jednak traktował jak przyjaciółkę, a Brenna była chyba jedyną osobą, z którą akceptował bycie wspólnie przeklętym (i jedyną osobą, która widziała go tak mocno naćpanym), więc mógł sobie pozwolić na drobne złośliwości. – I nie dotykaj lepiej jej różdżki. To się nie kończy dobrze.
Na przykład lecącym w twoją stronę łóżkiem.
A potem Millie zrobiła coś dziwnego, tak, że i Cerber przechylił zaskoczony głowę, a potem to zignorował i zaczął obwąchiwać nogi Mil... To znaczy Brenny.
Basilius spojrzał na czarownicę, na jej rękę na swojej bluzie, a potem znowu na czarownicę.
– Millie – szepnął, jakby w obawie, że jeśli wypowie to słowa głośniej, to zaraz zrobi się jeszcze dziwniej. – Co robisz?
Millie odezwała się, ale... Zdecydowanie nie brzmiała jak Millie. To znaczy głos rzeczywiście należał do Moody, ale sposób w jaki wypowiadała słowa i to co mówiła brzmiało zdecydowanie bardziej jak Brenna.
A potem Brenna otworzyła usta i już w pierwszym zdaniu mocno zasugerowała Basiliusowi, co to była za klątwą o której mówiła Millie... Brenna. Tak. Brenna. Ale w ciele Millie. Kurwa, co?
– Bre–Millie, nie mówi się ped... A zresztą nie ważne. — Nie, nie będzie dzisiaj z nią o tym dyskutował. Ani w ogóle. A zwłaszcza nie przy Brennie.
Westchnął ciężko, łapiąc się za mostek nosa, policzył po cichu do pięciu na uspokojenie i spojrzał na Mil–Brenne. Tak. Brenne.
– Kiedy to się stało? Jakieś inne objawy? Wchodźcie – powiedział, chociaż Millie i tak już weszła. Zerknął na nią. – Więc rozumiem, że w proteście przed wojną uznałyście, że zamienicie się ciałami, bo świat stanął na głowie? – spytał, chociaż Brenna już mu przecież wyjaśniła co się stało i że była to sprawka poltergeista. Millie jednak traktował jak przyjaciółkę, a Brenna była chyba jedyną osobą, z którą akceptował bycie wspólnie przeklętym (i jedyną osobą, która widziała go tak mocno naćpanym), więc mógł sobie pozwolić na drobne złośliwości. – I nie dotykaj lepiej jej różdżki. To się nie kończy dobrze.
Na przykład lecącym w twoją stronę łóżkiem.
A potem Millie zrobiła coś dziwnego, tak, że i Cerber przechylił zaskoczony głowę, a potem to zignorował i zaczął obwąchiwać nogi Mil... To znaczy Brenny.
Basilius spojrzał na czarownicę, na jej rękę na swojej bluzie, a potem znowu na czarownicę.
– Millie – szepnął, jakby w obawie, że jeśli wypowie to słowa głośniej, to zaraz zrobi się jeszcze dziwniej. – Co robisz?