Przyjemność to jedwabista sieć, która otacza każdy aspekt ludzkiego istnienia. Często zastanawiał się, co sprawia, że tak bardzo pożądał tych ulotnych momentów rozkoszy, które przynoszą ukojenie jego nieśmiertelnej duszy w nierozczesanej tragedii jego życia. Każde doświadczenie, które budzi w jego sercu euforię, jest dla niego niczym najcenniejszy skarb. Krew, ciepła i pulsująca, wypełnia zmysły ekstazą, ukrytą pod skórą. Smak życia, które przelewał się przez jego wargi, jest niezrównany, gdy ułożył ciało do ciała, ciepłe wargi do jej ramienia, przytrzymując je na chwilę w jednym miejscu, gdzie niebieska żyła malowała jej skórę.
To w tej właśnie chwili odnajdywał esencję istnienia – czystą, nieokiełznaną przyjemność, której nie sposób się oprzeć. Muzyka tła, będąca symfonią dźwięków, przynosi mu niezrównane wytchnienie. Każda nuta, każdy akord to jak balsam dla mojej duszy, przypominający mu o pięknie świata, który nieustannie przemija. Dźwięki klawesynu, gitary czy skrzypiec wypełniają przestrzeń wokół mnie, otulając go jak kołdra w zimną, księżycową noc. Piękno ludzkich emocji, przelotne spojrzenia, uśmiechy pełne tajemnic – to wszystko stanowi esencję jego egzystencji. Każda chwila spędzona w towarzystwie tych, którzy nie znają czasu i świata, tak jak on, każdy pocałunek, każdy dotyk, to niezrównana przyjemność, której nigdy nie zdołał się nasycić. W tej nieśmiertelnej podróży to właśnie przyjemność nadaje sens jego istnieniu, sprawiając, że każda noc jest pełna magii i niezapomnianych doznań.
Tekst płynął dalej, z ust pięknej boginki.
Okres 584 dni, czyli synodyczny okres Wenus, ma znaczenie w astrologii i ma znaczenie faza Wenus, czyli ważne jest, czy ktoś urodził się pod Wenus wieczorną, wyprzedzającą Słońce w zodiaku, czy pod Wenus poranną, wlokącą się z tytułu za Słońcem. Zapewne faza Wenus dzieli się na drobniejsze okresy. Ale żeby to zbadać, trzeba by inaczej rysować horoskopy i planety w horoskopach. Nie względem zodiaku, tak jak się to teraz zwyczajnie robi, ale względem Słońca. W takim układzie odniesienia położenie i faza Wenus byłyby jasno widoczne i rozróżnialne.
Piórko zniknęło, a dotyk Morpheusa przeniósł się na jej kolano. Palce, zręczne palce wróżbity, podciągnęły lejącą się materię tkaniny sukni, aby odsłonić nogę kobiety, wsunąć się pod spódnicę i przenosić się wyżej, w nieznanej odwadze, której Morpheus nie miał w walce. Tutaj nie potrzebował ucieczki. Powolna ścieżka, jak mroczne korytarze Departamentu Tajemnic, mogła kończyć się tylko słodką, małą śmiercią w objęciach łowczyni. Więc nadal ją rozpraszał, a subtelne, przeciągłe pocałunki na szyi, które zostawią drobne ślady na skórze, widoczne o poranku, przerwane zostały tylko mruczącym zapewnieniem:
— Dobrze ci idzie, nie przerywaj.