25.06.2024, 20:03 ✶
Choć nie musiałem już oddychać, to jakoś czułem się nieswojo pod tą wodą. Nic się nie działo. Fajna sprawa, że nie musiałem panikować, że nie musiałem martwić się o powietrze, bo to dodawało sporej swobody w działaniu, ale wciąż miałem przebłyski z listopada, kiedy to faktycznie tonąłem i myślałem, wręcz byłem pewien, że będzie już po mnie. Doświadczenia tamtego dnia były niezmazywalne, szczególnie że wtedy po raz pierwszy usłyszałem śpiew Laurenta, który to też utkwił mi w głowie i nie chciał z niej wyjść do dziś.
Ale, cóż, nie mogłem się rozczulać nad sobą, bo Adria, bo trucizna i ten tryton... Niby wydawał się być nieszkodliwy. Nawet podziękował mi za coś, czego osobiście bym nie zrobił, ale tym samym zyskał u mnie uznanie. W ten drobny sposób, ale zawsze coś. Ruszyliśmy za nim, więc nic nie mówiłem, a też przebywanie pod wodą raczej uniemożliwiało narzekanie. Myślałem o tej całej Adrii, truciźnie i o tym, żeby nie rozciąć sobie skóry o skały, bo jak płynęliśmy tymi tunelami, to było cholernie ciemno, ciasno, ogólnie miejscami mało komfortowo, wygodniej jeszcze mniej. Cały czas mi zmysły biły na alarm. Dużo obcych, za dużo i to jeszcze na ich terenie, ich naturalnym terenie, naszym totalnie nie.
Kiedy w końcu znaleźliśmy się w tym przyjemniejszym - przynajmniej na pierwszy rzut oka -pomieszczeniu, ujrzałem tam naprawdę śliczną trytonkę. Może nawet chętnie bym się z nią zaprzyjaźnił, ale że nasz przyjaciel tryton szepnął, że to Adria, to kalkulacja w tym przypadku była dla mnie prosta. Może znowu nie AŻ TAK prosta, ale postanowiłem działać metodą prób i błędów, a z pewnością również nie zwlekać, bo jeśli chodziło o istoty mieszkające w wodzie, to zamierzałem raczej uciszać je, nim otworzą usta. Zasada naprawdę potężnego ograniczonego zaufania. Ten tu tryton to z nami przystawał tylko i wyłącznie dlatego że Ger i jej towarzysz jakoś mu ufali.
Machnąłem różdżką usilnie trzymaną w prawym ręku, żeby wpłynąć na umysł Adrii i uśpić ją w głęboki sen. Śpiąca nie będzie taka straszna, no nie? Bo co mogłoby pójść nie tak...?
Rzut na zauroczenie w celu uśpienia Adrii
Ale, cóż, nie mogłem się rozczulać nad sobą, bo Adria, bo trucizna i ten tryton... Niby wydawał się być nieszkodliwy. Nawet podziękował mi za coś, czego osobiście bym nie zrobił, ale tym samym zyskał u mnie uznanie. W ten drobny sposób, ale zawsze coś. Ruszyliśmy za nim, więc nic nie mówiłem, a też przebywanie pod wodą raczej uniemożliwiało narzekanie. Myślałem o tej całej Adrii, truciźnie i o tym, żeby nie rozciąć sobie skóry o skały, bo jak płynęliśmy tymi tunelami, to było cholernie ciemno, ciasno, ogólnie miejscami mało komfortowo, wygodniej jeszcze mniej. Cały czas mi zmysły biły na alarm. Dużo obcych, za dużo i to jeszcze na ich terenie, ich naturalnym terenie, naszym totalnie nie.
Kiedy w końcu znaleźliśmy się w tym przyjemniejszym - przynajmniej na pierwszy rzut oka -pomieszczeniu, ujrzałem tam naprawdę śliczną trytonkę. Może nawet chętnie bym się z nią zaprzyjaźnił, ale że nasz przyjaciel tryton szepnął, że to Adria, to kalkulacja w tym przypadku była dla mnie prosta. Może znowu nie AŻ TAK prosta, ale postanowiłem działać metodą prób i błędów, a z pewnością również nie zwlekać, bo jeśli chodziło o istoty mieszkające w wodzie, to zamierzałem raczej uciszać je, nim otworzą usta. Zasada naprawdę potężnego ograniczonego zaufania. Ten tu tryton to z nami przystawał tylko i wyłącznie dlatego że Ger i jej towarzysz jakoś mu ufali.
Machnąłem różdżką usilnie trzymaną w prawym ręku, żeby wpłynąć na umysł Adrii i uśpić ją w głęboki sen. Śpiąca nie będzie taka straszna, no nie? Bo co mogłoby pójść nie tak...?
Rzut na zauroczenie w celu uśpienia Adrii
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana