Nie było czasu na zadawanie pytań. Udało jej się uwolnić trytona, który wiedział dokąd ma płynąć. Najwyraźniej stworzenie założyło, że będą mu towarzyszyć. Szybko spojrzała na mężczyzn, którzy byli tutaj z nią. Skoro już znajdowali się pod wodą, skoro już zainteresowali się jego losem, to cóż, warto było znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. Chyba podjęli decyzję w momencie, w którym próbowali go uwolnić. Sama nie wiedziała po co właściwie chciała za nim płynąć, może po to, aby dowiedzieć się, co właściwie działo się w Windermere. Yaxley lubiła wiedzieć, tak po prostu, szkoda by było, aby zagadka pozostała niewyjaśniona. Zresztą tryton chyba ich potrzebował, zaufał im, chciał pokazać, co się tutaj dzieje. Nie, żeby jakoś specjalnie chciała się wtrącać w ich niesnaski, bo trytony powinny to wyjaśnić między sobą, z drugiej jednak strony skoro któraś część towarzystwa chciała atakować ludzi, może warto było ich od tego powstrzymać. Inaczej pewnie i tak by zaangażowała się później w ten konflikt, przecież była łowcą potworów.
Tryton rzucił pojedyncze słowa, które mogły sugerować, gdzie i po co idą. Mieli powstrzymać Adrię, chyba? Wiedział, gdzie powinni iść, żeby znaleźć odpowiedzi, to było najważniejsze, dzięki niemu nie musieli błądzić po podwodnych korytarzach. Yaxleyówna trzymała w dłoni różdżkę, wolałaby sztylet, ale on najprawdopodobniej znajdował się w dłoniach Esmé, który zresztą całkiem nieźle z niego korzystał, nie zamierzała więc mu go zabierać, niech mu służy. Ona jakoś poradzi sobie bez niego.
Przejście wyżłobione przez trytony nie do końca było przystosowane do ludzi, a na pewno nie do takich rozmiaru Geraldine i jej brata. Dosyć trudno jej było płynąć przez te jaskinie, co ją irytowało, nie przywykła do opieszałości, a musiała uważać na to, żeby się nie zranić, szczególnie, że i tak miała rozszarpany bark przez zęby trytonki.
Ogonek trytona służył im za drogowskaz, wolała go nie zgubić, bo mogło to spowodować zagubienie się w tych podwodnych korytarzach, a nie miała pojęcia, na ile wystarczy jej jeszcze powietrza. W tej chwili nieco zazdrościła bratu, że nie musiał się martwić tak przyziemnymi sprawami, jak chociażby oddychanie. Wampiryzm jednak nie był taki straszny jak go malują, miał swoje plusy.
Dostrzegła kątem oka, że nie byli jednymi płynącymi, mignął jej kolejny tryton i foka, czy to faktycznie była foka? Była już nieco bardziej przewrażliwiona na tym punkcie i podejrzewała, że może to być selkie. Może Laurent? W końcu i druga część ich towarzyszy znalazła się pod wodą. Nie miała jednak czasu, aby jakoś specjalnie się tym zainteresować, bo zniknęli z jej pola widzenia równie szybko, co się na nim pojawili.
Jej zmysły podpowiadały jej, że zbliżają się do miejsca, w którym trytonów będzie więcej, czuła, całym ciałem, że niedługo stworzenia się pojawią. Miała nadzieję, że będzie to ta część towarzystwa nieco przychylniej nastawiona ludziom, w końcu ledwie poradzili sobie z jedną małą trytonką, większa ilość mogła ich rozszarpać.
Znaleźli się w końcu w miejscu docelowym, a przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało. Pomieszczenie było rozświetlone, rośliny obrastały to miejsce, dzięki czemu nie było tutaj ciemno. Salka wydawała się być umeblowana, na ich trytoński sposób, może właśnie tak wyglądały ich pomieszczenia mieszkalne? Nigdy wcześniej nie zwiedzała domu trytonów, więc były to tylko i wyłącznie domysły. Jej uwagę przykuł kocioł, pod którym płonął magiczny ogień, była ciekawa, w jaki sposób to działa, nie do końca zdawała sobie sprawę z jakiej magii korzystają te stworzenia, jednak musiały jakąś władać, skoro płomienie paliły się pod wodą.
Przeniosła spojrzenie na trytonkę, która znajdowała się w pomieszczeniu, była piękna, o ile można tak było w ogóle powiedzieć o hybrydzie człowieka z wodnym potworem. Niby znajdowała się w tym pomieszczeniu sama, ale Geraldine czuła, że nie jest. Może jej poddani czekali na ich błąd, gotowi zaatakować w każdej chwili.
- W czym możemy wam pomóc? - Próbowała się odezwać, ale kto właściwie wiedział, czy w tej wodzie uda jej się odezwać.