Na temat procentowych napojów, każdy miał swoje zdanie. Niby o gustach się nie dyskutuje, ale wymienić informacjami, swoimi preferencjami nikt nikomu nie zabronił. W tym temacie obie strony poznały swoje podejście do alkoholi.
Czas w barze zleciał spokojnie, gdzie między opowieściami, Anthony posilał się zamówioną rybką w zestawie. Richard chętnie słuchał ciekawostek z Anglii, kraju rodzinnego za morzem. Co działo w samym mieście, czy więcej w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Cenne informacje, które mogą się kiedyś przydać. Między tymi opowieściami, Richard też wtrącał swoje pytania, czy przedstawiając inny punkt widzenia na pewne sprawy tutejszego kraju. Wymiana informacji. Może kiedyś okazać się pomocna lub przydatna Shafiqowi.
Kiedy Anthony zakończył swój posiłek, a i piwo mieli dopite do samego dna kufla, po dokonaniu należnego zapłacenia za zamówienia, mogli opuścić bar. Richard poprawił swój płaszcz, jak i butelkowej zieleni szalik na szyi.
Na słowa Anthony’ego, uśmiechnął się kącikiem ust.
Innej rady nie miał. A nawet nie chciał wspominać, jak wyglądały tutaj jego początki z Rebecca. Kiedy po ślubie, zjawili się w środku zimy na obcej ziemi z walizkami. Wtedy to była masakryczna lekcja przetrwania. Bez dachu nad głową, bez znajomości języka, bez znajomości terenu. Ojciec wystawił go na poważną lekcję odpowiedzialności, samodzielności i przetrwania. Dał radę. Nie poddał się.
Mulciber założył na swoje dłonie rękawiczki i wsadził ręce do kieszeni. Mogli z Shafiqiem ruszyć ulicą spacerkiem, choćby pod jego miejsce tymczasowego zameldowania się.
Rebecca w tym czasie była na swoim kursie zawodowym z zielarstwa w celu dokształcania się w tworzeniu maści. Umówiła się z Richardem, że skoro miał on spotkanie z Shafiqiem, ona zostawi chłopców pod opieką ich zaprzyjaźnionej Norweżki, która także miała w podobnym wieku dziecko. Choć mogli ich zostawić w domu ze skrzatem, kobieta zdecydowała się zabrać synów ze sobą. Powodem było zabranie ich później do sklepu odzieżowego, aby zakupić kilka nowe spodnie i obuwie chłopcom. Nie wszystkie ubrania mały Charles mógł nosić po swoim starszym bracie. Mały trzylatek był tak żywiołowy, że najwyraźniej nie uważał podczas swoich zabaw, obdzierając sobie kolana.
Zmęczona już tym całym dniem Rebecca, nie tylko trzymała za rękę Charlesa, ale w drugiej miała torbę z zakupami. Drugą podarowała Leonardowi, aby jej pomógł. W niebieskim płaszczu, mierząca blisko metr siedemdziesiąt blondynka z domu Malfoy, w towarzystwie dwóch chłopców, w wieku siedem i trzy lata, dostrzegła w oddali ulicy swojego męża Richarda.
- Chłopcy, zobaczcie kto tam jest.Zwróciła się do nich łagodnie, wskazując im dwóch mężczyzn, którzy kierowali się z oddali w ich kierunku. Na tej samej ulicy. Zamiast wrócić z dziećmi do domu, postanowiła wykorzystać moment, w którym przekaże mężowi najmłodszego syna, uwielbiającego z nim spędzać czas.