26.06.2024, 01:39 ✶
Cokolwiek to była, czy ona czy coś innego, z ulgą przyjęła fakt, że ściana roślinności nie zamknęła się z miejsca, pozwalając reszcie przedrzeć się do pomieszczenia z katafalkiem. Po ciele rozlała się ulga, na moment przynosząc odrobinę wytchnienia i nawet inferiusy, jęczące im nad głowami i wijące się w próbach ataku, nie były aż takie straszne.
Zdziwiła się w pierwszym momencie, kiedy to Isaac na nią wypadł. Krzyknęła jego imię zdziwiona, odsuwając się na bok i patrząc jak w ślad za nim idzie Penny, nieznajomy mężczyzna, Millie i jeszcze ktoś. Basiliusa też nie kojarzyła jakoś specjalnie, ale w ostatniej trójce zainteresowała ją tylko Moody.
- Millie! - rzuciła się kuzynce na szyję, absolutnie przeszczęśliwa i czując, jak wilgotnieją jej oczy. - Oh na Matkę, jak ja się martwiłam - puściła ją, najpierw przyglądając się jej, a potem i reszcie. - Nic wam nie jest? - zapytała jeszcze, trochę dziwnie spokojnym głosem jak na fakt, że w dziurze razem z nimi miotał się już jeden nieumarły, ale prawdę powiedziawszy, jakaś jej część starannie odsuwała od siebie tę formę zagrożenia kiedy mogła się schować za Alexandrem i Morpheusem którzy robili wszystko, żeby się ich pozbyć.
- Na górze chyba są jeszcze jakieś. Odciągnął je brygadzista, który z nami był. No i była jeszcze taka dziewczyna, która się zmieniła w świnie i uciekła - jak o tym mówiła, szczególnie o Peppie, to strasznie nie na miejscu to jej to wszystko brzmiało. Niemniej jednak, zawiesiła swoje spojrzenie na starszy Bagshocie, przyglądając mu się przez chwilę i obserwując jak idzie w kierunku katafalku. Podskoczyła do niej i złapała go za ramię.
- Nie dotykaj - upomniała go, bo teraz, kiedy otaczali ich nieumarli, nie chciała sprawdzać co się stanie jeśli zaburzą całą otaczającą go energię.
Zdziwiła się w pierwszym momencie, kiedy to Isaac na nią wypadł. Krzyknęła jego imię zdziwiona, odsuwając się na bok i patrząc jak w ślad za nim idzie Penny, nieznajomy mężczyzna, Millie i jeszcze ktoś. Basiliusa też nie kojarzyła jakoś specjalnie, ale w ostatniej trójce zainteresowała ją tylko Moody.
- Millie! - rzuciła się kuzynce na szyję, absolutnie przeszczęśliwa i czując, jak wilgotnieją jej oczy. - Oh na Matkę, jak ja się martwiłam - puściła ją, najpierw przyglądając się jej, a potem i reszcie. - Nic wam nie jest? - zapytała jeszcze, trochę dziwnie spokojnym głosem jak na fakt, że w dziurze razem z nimi miotał się już jeden nieumarły, ale prawdę powiedziawszy, jakaś jej część starannie odsuwała od siebie tę formę zagrożenia kiedy mogła się schować za Alexandrem i Morpheusem którzy robili wszystko, żeby się ich pozbyć.
- Na górze chyba są jeszcze jakieś. Odciągnął je brygadzista, który z nami był. No i była jeszcze taka dziewczyna, która się zmieniła w świnie i uciekła - jak o tym mówiła, szczególnie o Peppie, to strasznie nie na miejscu to jej to wszystko brzmiało. Niemniej jednak, zawiesiła swoje spojrzenie na starszy Bagshocie, przyglądając mu się przez chwilę i obserwując jak idzie w kierunku katafalku. Podskoczyła do niej i złapała go za ramię.
- Nie dotykaj - upomniała go, bo teraz, kiedy otaczali ich nieumarli, nie chciała sprawdzać co się stanie jeśli zaburzą całą otaczającą go energię.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror