Panna Yaxley stała za mężczyznami, gotowa ich asekurować, gdyby przyszła taka potrzeba. Samo zadanie nie wydawało jej się być mocno skomplikowane. Mieli trafić do celu. Nic więcej. Czekała więc na to, aż skorzystają ze swoich trzech szans.
- Huh. - Skomentowała jedynie to, co zobaczyła. Podeszła do tarcz, aby zobaczyć z bliska to, co rzuciło jej się w oczy. Nie do końca spodziewała się takiego wyniku, bo jednak nie dało się ukryć tego, że Erik wydawał się jej być jej faworytem z racji na to, że znała jego umiejętności. Był też złotym chłopcem, któremu wszystko się udawało, ale nie tym razem.
Jedna z jego strzał zupełnie chybiła, dobrze, że postawiła na tę ochronę, bo mógł trafić w publikę i wybić komuś oko, co mogło się zakończyć fiaskiem dla ugrupowania Artemis. Druga ze strzał również odbiła się od tarczy, dopiero trzecie podejście okazało się być faktycznie udane, i to jak. Trafił w sam środek tarczy, tyle, że to chyba nie było wystarczające zważając na to, że liczyły się trzy strzały. Klepnęła go po plecach na pociesznie. - To chyba nie jest twój szczęśliwy dzień.[b] - Powiedziała cicho.
Kolejną tarczą do której podeszła była ta Anthony'ego. [b] - Mamy tutaj chyba jakiś ukryty talent strzelniczy. - Powiedziała z uznaniem, bo najwyraźniej miał do tego smykałkę.
Pokusiła się jeszcze, żeby podejść do ostatniej z tarcz, chociaż już wiedziała, że Selwyn przegrał, żeby nie było jednak to zrobiła. W jego przypadku również dwie ze strzał dotarły do celu, tyle, że żadna w tak spektakularny sposób nie poleciała obok.
- Wydaje mi się, że nie ma sensu przeciągać, pan Shafiq wygrał to małe starcie. - Zniknęła na moment za chórem, żeby przynieść nagrodę. Miała przygotowaną dla niego szarfę z napisem Jestem zwycięzcą i balon w kształcie dzika, który chrumkał kiedy unosił się w powietrzu. - To chyba czas na uhonorowanie naszego zwycięzcy, proszę o oklaski, należą się za taką wspaniałą prezentację. - Zachęciła jeszcze publiczność do owacji, a sama ruszyła w stronę Anthony'ego, aby wręczyć mu balon i nałożyć szarfę.