Nie taki płot straszny, jak go malują. Jej pomysł nie był chyba taki najgorsze, bo dzieciaki zaczęły przeskakiwać płot korzystając z trampoliny. Powoli czuła, że jednak wszystko będzie dobrze, że nic im się nie stanie, a to było dla niej najważniejsze. - Szybko, reszta też, musicie znaleźć się w bezpiecznym miejscu. - Rzuciła do kolejnych dzieciaków, bo przecież miała ich tu całą piątek. Nie odetchnie spokojnie dopóki wszystkie nie znajdą się za płotem, bo zawsze pojawiało się prawdopodobieństwo, że któremuś stanie się krzywda. Skoro wzięła na siebie odpowiedzialność za to, że opuszczą teren sadu Abbotów bezpieczne, to musiała mieć pewność, że faktycznie każdy dzieciak wyląduje za płotem.
Nie skupiała się na tym, co dzieje się w tle. Nie miała pojęcia, kogo wzięła sobie na cel roślina, czy próbuje nadal kogoś zabić, bo była zajęta dzieciakami.
Zachęcała pozostałą dwójkę do przeskoczenia przez płot, nic innego jej nie pozostawało. - Szybciej, musicie stąd znikać maluchy. - Później będzie się martwiła, czy trafią do swoich rodziców. Zapewne też będzie musiała ich znaleźć, bo w tym zamieszaniu pewnie trudno będzie o to, aby trafili na swoje dzieci.
Nie spodziewała się, że to niewielkie przyjęcie potoczy się w ten sposób, zresztą pewnie nikt się tego nie spodziewał. Miała nadzieję, że inni są bezpieczni, pewnie pójdzie to sprawdzić, kiedy wszystkie dzieciaki będą bezpieczne.