Rozsiadł się na swoim miejscu, które miało wyryte pod stołem kozikiem Morph, krzywo, nieładnie, ale już na zawsze oznaczone, jako jego. Kiedy kolejne pokolenia Longbottomów będą zasiadały w tym miejscu, znajdą pod palcami litery i przypomną sobie o przodku o pustym spojrzeniu poza czasem i uroczym uśmiechu, który spogląda na nich z jednego z portretów i mówi zagadkami. Będą pamiętać jego, a póki istnieje o nim pamięć, nie umrze.
Nawet jeśli to były karty do gry, nie karty tarota, to znajomy szelest mniejszej rozmiarowo talii działał na niego kojąco. Kiedyś, kiedy sam tasował kartoniki przy stoliku w klubie, pewien czarodziej zapytał go, czy to element nałogu hazardowego. Nie chodziło jednak o hazard, nie w jego przypadku. Nałóg jednak, zdecydowanie. Potrzeba wiedzy na temat następnych wydarzeń, przebadania nici losu, ten delikatnej pajęczyny. Najważniejsze wróżby? Te, które przychodziły w stanie upojenia. Czy to dziwnymi oparami, czy alkoholem. Wtedy jakby wnikały w niego dusze dawnych kapłanek Apollo, dodając mu boskiego błogosławieństwa.
Na chwilę spojrzenie utkwione w Atreusie rozmyło się i zaraz wróciło do względnej trzeźwości.
Sukces!
Ujrzał, jak ktoś zwraca się do niego, nie, może to on sam? Nie miało znaczenia, poznał gładkie imię Bulstrode'a. Atreus. Ojciec Agamemnona i Menelaosa. Ten, który zapoczątkował ród Atrydów, przeklęty przez własnego ojca. Ciekawe, czy za zdradę, też podałby Orionowi jego upieczonych synów w ramach uczty. Grecy, mistrzowie zemsty. Morpheus miał ochotę zrobić to z tym, który zabił jego brata. Nakarmić go tymi, którzy są jego bliskimi, dlatego uważał właśnie, że jego rodzina nosi na sobie klątwę, jak Atrydzi. Bezwzględność jest miłosierdziem dla nas samych.
— Słowo Niewymownego, nie będę oszukiwać, Atreusie. Na małe sumy, i tak przegram z tobą, Thomasie, nie mam ręki do kart. Przynajmniej do tych kart — zmaterializował magiczny dzbanuszek i żetony, które miały służyć za zamiennik knutów i sykli, nie zamierzał upupiać Hardwicka galeonami, odkąd zrozumiał, że dla niektórych dziesięć to duża suma. Teraz klątwy, zemsta, nie miały znaczenia. Liczyły się tylko karty. — Rozdawaj.
Wrzucił początkową stawkę do dzbanuszka, aby dopełnić wpisowego i niejako rozpocząć grę. Jego kieliszek zrobił odcisk z alkoholu i wieszcz zaczął kreślić bezmyślnie wilgocią po blacie.