Doskonale rozumiała irytację kapitana, bo sama była już zirytowana. Na pewno słyszał, że trzy osoby zdążyły się przyznać do czegoś, czego nie mogły popełnić – sam zresztą widział stan, w jakim był martwy, a pewnie jego zastępca już mu zdążył powiedzieć, że dwie kobiety przyznały się do zabójstwa za pomocą (nieistniejącego) noża. A może nie połączył kropek i jedynie trzy osoby przyznające się do tego samego go irytowały? W każdym razie wszyscy musieli tutaj zagryźć zęby, a dwie kobietki, które można było przecież zignorować i machnąć ręką, bo to była przecież płeć słabsza, ruszyły w kierunku kajuty Duboisa. Victoria sama zastanawiała się co z nim zrobić, jak zacząć rozmowę, ale miała w głowie, że chyba najlepiej od tego, że mają na statku trupa, ale… nie zdążyły. Tego dnia niewiele szło według planu, a był to przecież dopiero początek.
Lestrange zlustrowała typa, jego ubranie, mokre ręce i spodnie, koszula – czyściutka i suchutka. Aż nieco głośniej wypuściła powietrze przez nos.
– Tak właściwie to jesteśmy go po prostu ciekawe, podobno widziano was razem, a na pewno że wychodził pan z jego kajuty, więc… – Victoria mówiła już w tej chwili cokolwiek, nawet nie dbając specjalnie czy koleś w to uwierzy, czy nie, ale… Henri zrobił na to niewinne zdanie duże oczy, spojrzał wpierw na jedną, na drugą, a potem raptownie rzucił się do biegu, w stronę przeciwną, z której tu przyszyszly.
Chyba nie potrzebowały więcej potwierdzenia.
Złapanie go nie było wcale trudne, tym bardziej jeśli Brenna zabrała się do roboty, i za chwilę potulnie prowadziły go do jego kajuty porozmawiać. Dubois próbował się kilka razy wyrwać, choć nieskutecznie, a już w jego kajucie… cóż. Coś tam bełkotał po francusku pod nosem, ale Victorii nie potrzeba było więcej: na niewielkim stole znajdowała się miska z wodą, z której wystawał rąbek materiału, koszuli dokładniej. Woda zaś była… cóż. Brudna. Brudna od krwi. Wystarczyło tylko na Henriego spojrzeć – one wiedziały i on też wiedział, że one wiedzą. Powód, dla którego miał mokre ręce i mokre plamy na spodniach, a koszulę na sobie czystą i suchą znajdował się właśnie w tej nieszczęsnej misce. I kapitan niedługo też miał się dowiedzieć, a Victoria zrobiła wszystko, żeby nikt już nic nie ruszał w tej kajucie, a Henri już do niej nie wracał.
Cóż… Egipskie służby pewnie się ucieszą na wieść o tym, że lwia część sprawy już została za nich zrobiona.