— Zostałem pobłogosławiony klęską urodzaju, doktorze. Widzę kilka wersji tych samych wydarzeń na tyle często, aby personifikować czas jako coś, co tylko spotykam na swojej drodze, a nie w czym egzystuję. — Wyjaśnił, miękko gestykulując, jakby to, co mówił, miało jakikolwiek sens dla jego słuchacza. Nie mógł powiedzieć mu o czasozmieniaczu, nie zamierzał, ale jasnowidzenie i tak było do tego zbliżone. Nie stan dysocjacyjny, lecz nadmierna obecność w chwili, aby rzeczywistość nie umknęła, niemal jak negatyw odrealnionego stanu bez czucia, lecz koniec końców nadal pozostawiający go poza czasem, poza akcją, w skupieniu bardziej nad wyborem ścieżki, niż kroczeniem nią.
— Widzi doktor, jestem chodzącym martwym. Moja matka nosiła w sobie dar widzenia przyszłości, tak jak ja, lecz dużo słabszy i gdy się urodziłem, przewidziała, że umrę młodo, widziała Hiacynta przebitego strzałą Apollina. — Historia należała do tych tragicznych, chociaż Longbottom nie wiedział, czy Black znał w ogóle mitologię, jakąkolwiek poza opowieściami kowenu. Bóg poezji, słońca i przepowiedni zakochał się w księciu wojowników, Hiacyncie ze Sparty. Pokochał go jednak również Zefir i wiedziony zazdrością, skierował, w zależności od wersji, strzałę Apollina lub dysk, wprost na jego ukochanego, zadając mu śmieć. Morpheus ukochał wizję Apollina, trzymającego w ramionach spartańskiego księcia, z jego własną strzałą przebijającą pierś. Książę Wojowników i Słońce, Gwiazda, Wieszcz, jakże ironicznie. — Kiedy zginęła moja starsza siostra, podczas jej pogrzebu oczywiście rozmawialiśmy o tym, kogo pochowamy następnego. Moi bracia niemal jednogłośnie wskazali na mnie. Już wtedy planowałem awans do Departamentu Tajemnic. Lubię grać w szachy, kiedy inni grają w warcaby.
Zamilkł na moment. Głos zniżył do szeptu, spojrzenie przeniósł na swoje palce, oglądał w braku zainteresowania równiutkie paznokcie.
— Bo stanąłbym pomiędzy nim a zaklęciem. Wiedziałbym. Po prostu bym wiedział. Wszyscy, którzy widzą przyszłość, mają krótką datę przydatności i chciałbym, żeby ostatni akt mojego życia miał znaczenie.