26.06.2024, 14:26 ✶
Czy spodziewał się takiej reakcji? Być może odrobinę tak, ale widząc reakcję Nicholasa, nie mógł powstrzymać śmiechu. Nie parsknięcia, nie prychnięcia, a czystego śmiechu, wypełnionego szczerym rozbawieniem.
- Już dawno - odparł, a jego twarz rozluźniła się, wzrok zaś - ocieplił. - Kiedy byłem mały, jedna z kuzynek bardzo chciała mieć konia na własność. Nie pamiętam już która. Twierdziła, że będzie go trzymać na balkonie.
Odparł niewinnie, przekrzywiając lekko głowę. To było w sumie jedno z zabawniejszych wspomnień, jakie posiadał. Te wieczne kłótnie o zwierzęta - bo cóż z tego, że mogli spać na pieniądzach, skoro odpowiedzialności nie dało się kupić? Posiadanie sowy czy kota było czym innym niż posiadanie konia.
- Chociaż do ciebie bardziej pasowałby testral - mruknął, a tajemniczy uśmiech przemknął mu przez twarz, wyginając usta w kolejnym uśmiechu rozbawienia. Co mu chodziło po głowie? Czy naprawdę miał plan, by sprowadzić tu jakieś zwierzę? Raczej było to wątpliwe, przecież Lestrange nie zniósłby nieporządku, który robiły zwierzęta. Już pal licho tego konia, ale cokolwiek innego po prostu syfiło - pytanie kto pierwszy dostałby pierdolca, on czy włochata przybłęda.
Uśmiech zrzedł mu nieco, gdy Travers zapytał o wesele Blacków. Blacków-Rookwoodów. Zacisnął dłoń na jego dłoni, pytanie to wywołało dyskomfort.
- Wolałbym nie, ale dostałem sowę od ojca kilka dni temu. Najwyraźniej nie tylko mnie nie bawią takie imprezy, a jako ten starszy, z tej konkretnej gałęzi... Powinienem się pokazać - mruknął, wyraźnie niezadowolony. Nie lubił wesel, nie lubił pogrzebów. Nie lubił tłumu i wiadomo już było, że absolutnie nie będzie się tam doskonale bawić. - Tak wypada.
Westchnął, przeczesując ciemne włosy. Skrzywił się jeszcze bardziej, bo doskonale wiedział, KTO tam będzie.
- Wieść o naszej kłótni z Bellatrix nie sięgnęła jeszcze uszu moich rodziców. Zapewne uważają, że pokażemy się tam razem - Lestrange spiął się. Spotkanie z Trix na weselu Perseusa było ostatnim, czego chciał. Nie wiedział jeszcze jak, ale planował unikać większej części rodziny Black. Porozmawia z Perseusem, pokręci się i po prostu opuści przyjęcie. - Louvain chyba jest świadkiem Perseusa. Nie rozumiem, czemu nie mogli poprzestać wyłącznie na nim.
Wzruszył ramionami. Domyślał się czemu, ale uważał, że gdyby przypadkowo sowa z jego zaproszeniem się zapodziała, to nikt by się nie obraził. Bezwiednie uniósł dłoń Nicholasa do swoich ust.
- Ostatnie o czym marzę, to konfrontacja z kimkolwiek z rodziny poza Victorią. Tam gdzie pojawiają się bliźniaki Lestrange, tam są kłopoty - mruknął, muskając wierzch dłoni Traversa ustami. - Jestem ciekawy, czy Perseus to przemyślał. Zbyt wiele silnych charakterów w jednym miejscu, a z tego co słyszałem, Vespera również bywa... Stanowcza.
- Już dawno - odparł, a jego twarz rozluźniła się, wzrok zaś - ocieplił. - Kiedy byłem mały, jedna z kuzynek bardzo chciała mieć konia na własność. Nie pamiętam już która. Twierdziła, że będzie go trzymać na balkonie.
Odparł niewinnie, przekrzywiając lekko głowę. To było w sumie jedno z zabawniejszych wspomnień, jakie posiadał. Te wieczne kłótnie o zwierzęta - bo cóż z tego, że mogli spać na pieniądzach, skoro odpowiedzialności nie dało się kupić? Posiadanie sowy czy kota było czym innym niż posiadanie konia.
- Chociaż do ciebie bardziej pasowałby testral - mruknął, a tajemniczy uśmiech przemknął mu przez twarz, wyginając usta w kolejnym uśmiechu rozbawienia. Co mu chodziło po głowie? Czy naprawdę miał plan, by sprowadzić tu jakieś zwierzę? Raczej było to wątpliwe, przecież Lestrange nie zniósłby nieporządku, który robiły zwierzęta. Już pal licho tego konia, ale cokolwiek innego po prostu syfiło - pytanie kto pierwszy dostałby pierdolca, on czy włochata przybłęda.
Uśmiech zrzedł mu nieco, gdy Travers zapytał o wesele Blacków. Blacków-Rookwoodów. Zacisnął dłoń na jego dłoni, pytanie to wywołało dyskomfort.
- Wolałbym nie, ale dostałem sowę od ojca kilka dni temu. Najwyraźniej nie tylko mnie nie bawią takie imprezy, a jako ten starszy, z tej konkretnej gałęzi... Powinienem się pokazać - mruknął, wyraźnie niezadowolony. Nie lubił wesel, nie lubił pogrzebów. Nie lubił tłumu i wiadomo już było, że absolutnie nie będzie się tam doskonale bawić. - Tak wypada.
Westchnął, przeczesując ciemne włosy. Skrzywił się jeszcze bardziej, bo doskonale wiedział, KTO tam będzie.
- Wieść o naszej kłótni z Bellatrix nie sięgnęła jeszcze uszu moich rodziców. Zapewne uważają, że pokażemy się tam razem - Lestrange spiął się. Spotkanie z Trix na weselu Perseusa było ostatnim, czego chciał. Nie wiedział jeszcze jak, ale planował unikać większej części rodziny Black. Porozmawia z Perseusem, pokręci się i po prostu opuści przyjęcie. - Louvain chyba jest świadkiem Perseusa. Nie rozumiem, czemu nie mogli poprzestać wyłącznie na nim.
Wzruszył ramionami. Domyślał się czemu, ale uważał, że gdyby przypadkowo sowa z jego zaproszeniem się zapodziała, to nikt by się nie obraził. Bezwiednie uniósł dłoń Nicholasa do swoich ust.
- Ostatnie o czym marzę, to konfrontacja z kimkolwiek z rodziny poza Victorią. Tam gdzie pojawiają się bliźniaki Lestrange, tam są kłopoty - mruknął, muskając wierzch dłoni Traversa ustami. - Jestem ciekawy, czy Perseus to przemyślał. Zbyt wiele silnych charakterów w jednym miejscu, a z tego co słyszałem, Vespera również bywa... Stanowcza.