26.06.2024, 14:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 14:40 przez Brenna Longbottom.)
Szczera odpowiedź na pytanie, czy ostatnio sypiała, brzmiałaby zapewne "niezbyt wiele", bo miała za sobą nocny dyżur, poprzedzony kręceniem się po Lammas, a jeszcze wcześniej wieczorną wycieczką w mrok Nokturnu. Mimo to nie uważała, żeby było szczególnie źle, bo duża porcja kawy oraz odrobina specyfiku Nory wystarczyły, aby trzymała się na nogach całkiem dobrze i miała szczery zamiar po powrocie do Warowni przespać przynajmniej cztery godziny.
Po służbie zdążyła odwiedzić Gringotta, korzystając, że tuż po otwarciu nie będzie kolejek i rozważała właśnie, czy załatwić jeszcze jedną sprawę, czy może lecieć już do domu, gdy zbliżył się Lestrange.
- Cześć, Rodolphusie - odparła, zwracając na niego spojrzenie. Czy jego pojawienie się jej przeszkadzało? Nie. Nie czuła do niego niechęci, bo tę instynktownie łapała do bardzo niewielu jednostek, z natury mając raczej skłonność do lubienia ludzi. Jednocześnie miała wrażenie, że młody Lestrange był albo nieco dziwny, albo chciał by jako takiego postrzegała. Nie wiedziała, czy to jej niczym nieuzasadnione odczucia, czy typowa aura Niewymownych, czy może wynikało to z tego, że z jakichś powodów po prostu chciał zbić ją z tropu, ale na pewno nie należało go lekceważyć.
Żadna z niej była niewinna stokrotka czy nawet piękna róża, broniona kolcami: chyba gdyby miała sama do jakiejś rośliny się przyrównać, to co najwyżej do mlecza, co wyrośnie choćby na betonie. Ale prawda była taka, że może i bliżej było jej do pokrzywy, odpornej na warunki, ginącej na tle kwiatów, za to mogącej poparzyć okrutnie przy próbie wyrwania.
– Oczywiście, że tak, jestem pewna, że wpisałam sen do kalendarza na ten tydzień. Chyba koło piątku – odparła lekko, uśmiechając się ledwo zauważalnie, tak że kąciki ust uniosły się zaledwie odrobinę. – Miałam po prostu nocny dyżur, a podczas sabatów to zwykle oznacza wszystko poza spokojem, ludzie jakoś bardziej świrują niż zwykle, nawet jak zabawa się niby kończy. Wpadłam jeszcze do banku – dodała już na poważnie, kciukiem wskazując na budynek, z którego chwilę temu wyszła. Nie spytała co tutaj robił on: być może z nawyku, bo Niewymowni których znała lubili nie odpowiadać na takie pytania albo robić to zagadkami.
A potem jej wzrok prześlizgnął się tam, skąd dochodziły głosy, które stały się nieco głośniejsze, zamieniając chyba powoli z rozmowy w kłótnię. Trzy gobliny i dwóch czarodziejów dyskutowali o czymś bardzo żywo.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Po służbie zdążyła odwiedzić Gringotta, korzystając, że tuż po otwarciu nie będzie kolejek i rozważała właśnie, czy załatwić jeszcze jedną sprawę, czy może lecieć już do domu, gdy zbliżył się Lestrange.
- Cześć, Rodolphusie - odparła, zwracając na niego spojrzenie. Czy jego pojawienie się jej przeszkadzało? Nie. Nie czuła do niego niechęci, bo tę instynktownie łapała do bardzo niewielu jednostek, z natury mając raczej skłonność do lubienia ludzi. Jednocześnie miała wrażenie, że młody Lestrange był albo nieco dziwny, albo chciał by jako takiego postrzegała. Nie wiedziała, czy to jej niczym nieuzasadnione odczucia, czy typowa aura Niewymownych, czy może wynikało to z tego, że z jakichś powodów po prostu chciał zbić ją z tropu, ale na pewno nie należało go lekceważyć.
Żadna z niej była niewinna stokrotka czy nawet piękna róża, broniona kolcami: chyba gdyby miała sama do jakiejś rośliny się przyrównać, to co najwyżej do mlecza, co wyrośnie choćby na betonie. Ale prawda była taka, że może i bliżej było jej do pokrzywy, odpornej na warunki, ginącej na tle kwiatów, za to mogącej poparzyć okrutnie przy próbie wyrwania.
– Oczywiście, że tak, jestem pewna, że wpisałam sen do kalendarza na ten tydzień. Chyba koło piątku – odparła lekko, uśmiechając się ledwo zauważalnie, tak że kąciki ust uniosły się zaledwie odrobinę. – Miałam po prostu nocny dyżur, a podczas sabatów to zwykle oznacza wszystko poza spokojem, ludzie jakoś bardziej świrują niż zwykle, nawet jak zabawa się niby kończy. Wpadłam jeszcze do banku – dodała już na poważnie, kciukiem wskazując na budynek, z którego chwilę temu wyszła. Nie spytała co tutaj robił on: być może z nawyku, bo Niewymowni których znała lubili nie odpowiadać na takie pytania albo robić to zagadkami.
A potem jej wzrok prześlizgnął się tam, skąd dochodziły głosy, które stały się nieco głośniejsze, zamieniając chyba powoli z rozmowy w kłótnię. Trzy gobliny i dwóch czarodziejów dyskutowali o czymś bardzo żywo.
Miesiąc równości -> zadanie
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.