26.06.2024, 15:25 ✶
– Oj weź już ok no... skąd mogłam wiedzieć, skoro podpisali papiery że jest dobrze, myślałam, że jest dobrze. Poza tym w Lecznicy... Stara... wszystkie ściany kurwa białe, podłogi białe, sufity białe... Byś mnie tam zobaczyla, to byś wiedziała od razu, że jest przechujowo. A tak no miałam kryzys jak były ognie z samego początku, wiesz ta bójka o chuja, ale no... nie ważne. Najważniejsze, że mi się to nie śni co nie? – Tak na prawdę eliksiry bardzo dbały o to by nie miała snów. A przynajmniej żeby nie miała swoich snów. – Teraz jest spokój, za dwa dni, za trzy może ma być jakaś impreza ale nie wiem czy na nią pójdę. Nie wiem, nie umiem się odnaleźć w tym wszystkim. – Przyznała naburmuszona na siebie i na świat.
– To jeden z Blacków, ale nie pamiętam imienia. Przedstawił się tylko na pierwszej sesji a potem tylko wiesz... W mojej głowie widnieje jako czarnuch. Z resztą cały taki jest wypłoszowaty z czarnymi oczami, nie lubię jak na mnie patrzy, ale nie wiem do końca w sumie kiedy tego nie robi. – Millie była bardzo okrutna dla Perseusza, bo widziała go jako swojego kata, przetrzymującego ją wbrew woli w szpitalu. Niepomna na to, że proces wymagał czasu i tego, że gdyby nie jego podpis dalej tkwiłaby w zamknięciu. Rozdrażniona i niecierpliwa, pod tym względem nic się nie zmieniło.
– Whisky najsssss! – wyszczerzyła zęby nie zamierzając się przyznać, że absolutnie nie powinna pić alkoholu. – Będzie super, podoba mi się, jeszcze raz jak... Winderpaper? Widnermare? Muszę sobie gdzieś to zapisać i na pewno się tam spikniemy na chlańsko. Może widzisz, to jest sposób, ani za dużo ludzi ani za mało. Ta Dolina też wiesz... niby fajnie, ale za blisko tej zjebanej Lecznicy. Wiatr wieje, czereśnie drżą, a ja myślę tylko o tamtym miejscu. – wzdrygnęła się. To nie lecznica była problemem. To ona była problemem. I fakt co czuła otoczona przez stado wariatów. Tu było o tyle dobrze, że Alastor miał mózg otoczony oklumencką watą, a Bertie... on pachniał słodyczami i ewentualnie jeziorem.
Zasępiła się trochę na ten brak wróżenia, ale nie zamierzała naciskać.
– Ok, ok... no... wiesz może i trzy miechy byłam out, ale cały czas cośtam... no... wiem. Dobra, nie ważne. To może rozbierany poker mm? Chłopaków nie ma, możemy iść na całość. – zaproponowała, bo może nie była emocjonalnie za bardzo rozwinięta, ale widziała że Ger coś trapi. I wiedziała, stety niestety, że jeśli Stonks sama nie będzie chciała gadać, to nawet tortury jej z tego nie wyciągną.
– To jeden z Blacków, ale nie pamiętam imienia. Przedstawił się tylko na pierwszej sesji a potem tylko wiesz... W mojej głowie widnieje jako czarnuch. Z resztą cały taki jest wypłoszowaty z czarnymi oczami, nie lubię jak na mnie patrzy, ale nie wiem do końca w sumie kiedy tego nie robi. – Millie była bardzo okrutna dla Perseusza, bo widziała go jako swojego kata, przetrzymującego ją wbrew woli w szpitalu. Niepomna na to, że proces wymagał czasu i tego, że gdyby nie jego podpis dalej tkwiłaby w zamknięciu. Rozdrażniona i niecierpliwa, pod tym względem nic się nie zmieniło.
– Whisky najsssss! – wyszczerzyła zęby nie zamierzając się przyznać, że absolutnie nie powinna pić alkoholu. – Będzie super, podoba mi się, jeszcze raz jak... Winderpaper? Widnermare? Muszę sobie gdzieś to zapisać i na pewno się tam spikniemy na chlańsko. Może widzisz, to jest sposób, ani za dużo ludzi ani za mało. Ta Dolina też wiesz... niby fajnie, ale za blisko tej zjebanej Lecznicy. Wiatr wieje, czereśnie drżą, a ja myślę tylko o tamtym miejscu. – wzdrygnęła się. To nie lecznica była problemem. To ona była problemem. I fakt co czuła otoczona przez stado wariatów. Tu było o tyle dobrze, że Alastor miał mózg otoczony oklumencką watą, a Bertie... on pachniał słodyczami i ewentualnie jeziorem.
Zasępiła się trochę na ten brak wróżenia, ale nie zamierzała naciskać.
– Ok, ok... no... wiesz może i trzy miechy byłam out, ale cały czas cośtam... no... wiem. Dobra, nie ważne. To może rozbierany poker mm? Chłopaków nie ma, możemy iść na całość. – zaproponowała, bo może nie była emocjonalnie za bardzo rozwinięta, ale widziała że Ger coś trapi. I wiedziała, stety niestety, że jeśli Stonks sama nie będzie chciała gadać, to nawet tortury jej z tego nie wyciągną.