26.06.2024, 20:19 ✶
Za sceną
Posłał Laurentowi nieco zmieszane spojrzenie, a kiedy ten zasugerował jego bratu klęczenie przed nim, to zmieszanie przerodziło się w mocne, nieco obraźliwe ukłucie żenady. Brzmiał słodko, mówiąc tak do niego, ale kiedy oglądało się to z boku, jeszcze ze świadomością, jakim człowiekiem był Jim... Ugh. A może to nie było zażenowanie? Poczuł jeszcze takie nieprzyjemne ukłucie w żołądku, ale nie potrafił połączyć tego z niczym, co czuł do tej pory.
Widząc, jak blondyn odchodzi, w dodatku z kompletnie niepasującym do niego uśmiechem, Flynn stęknął żałośnie. Wydał na ten pierścionek majątek, mógł wydać go na heroinę, zamiast uganiać się za Laurentem, ale nie potrafił wymazać ze swojego wnętrza tej potrzeby, jaka się w nim od tygodni tliła. Przełknął więc ślinę i po oddaniu butelki Jimowi, ruszył w kierunku namiotu, żeby przyciągnąć do siebie pozostawioną tam kurtkę. Niestety, jak na jego aktualny stan... wstał o wiele za szybko. Wygrzmocił się na bruk w prześmieszny sposób, rozdrapując sobie skórę na ręce, ale przynajmniej skutecznie uratował się przed utratą zębów. Nie poddał się. Wstał, usilnie ignorując, jak żałosnym tłem dla ich rozmowy musiał być (bo mniej więcej wtedy Jim próbował odszukać go wzrokiem), otrzepał rozgniecione pudełko pralinek i dosyć szybko znalazł się przy wejściu do namiotu, przy okazji niosąc tam maskę i płaszcz. Już miał rzucić zaklęcie translokacyjne, kiedy drogę przecięły mu ostatnie dzieciaki. Ostatecznie to one przejęły to pudełko czekoladek, a on nie myśląc nad tym długo, biegł w kierunku Jima i Laurenta stojących już kawałek dalej.
- Kurwa mać - zaklął, a później kaszlnął bardzo charakterystycznie dla siebie - jeżeli chciał przestać charczeć, to była jego pora na papierosa. Zaczął grzebać w kieszeni, ale to nie fajek szukał, pokazywał Prewettowi gest z serii „poczekaj”. - Jak nie chciałeś iść ze mną do koła, to wystarczyło powiedzieć - wyjęczał, bo ta ręka go teraz bolała - ale nie zgadzam się na odmowę prezentu. Najwyżej wyjebiesz go do morza. - Wyciągnął małą torebkę prezentową, tak zapewne przeznaczoną do alkoholi, ale Crow złożył ją w połowie. W środku znajdowały się pudełko z pierścionkiem i notatka. - Weź to, proszę. - Widać po nim było, że jest cholernie niepewny. To nie była sytuacja, w której czuł się dobrze. Nie lubił zabiegać o czyjąś uwagę w ten sposób, Laurent był już gotowy do odejścia.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.