27.06.2024, 10:52 ✶
Z okolic widowni, gdzie oglądała występy, przechodzi do straganów, Mulciber Moonshine
Brenna należała do tego gatunku człowieka, który dość rzadko narzeka na jakiekolwiek występy, ale i tak częściej jej wzrok przesuwał się po tłumie niż wędrował ku scenie. Ostatnie dwa sabaty wyrobiły w niej przekonanie, że tym razem też może pójść coś bardzo nie tak - i dlatego że jej brat oraz Jonathan postanowili wziąć udział w konkursie łuczniczym zorientowała się dopiero, gdy już sięgnęli po łuki.
Brwi Brenny powędrowały w górę, bo chociaż ani trochę nie zdziwiło ją, że Selwyn wpakował się na scenę, to już to jak chętny był do tego jej brat, okazało się odrobinę zaskakujące. Oczywiście, umiał ładnie mówić - ona była dużo bardziej gadatliwa, ale on wciąż był lepszym mówcą - ale zawsze sprawiał wrażenie, jakby wypychając go w światła reflektorów straszliwie go karano.
Klaskała jednak uprzejmie, kiedy tą trzecią strzałą trafił, i równie uprzejmie nie wykazała żadnej reakcji, kiedy dwie pierwsze strzały chybiły – ostatecznie ich od małego uczono raczej walki mieczami czy szablami niż łukami. I od sceny odeszła dopiero, kiedy Jonathan zakończył swój występ, choć jeszcze przed wręczeniem nagród Shafiqowi.
Przesuwała wzrokiem po straganach, ale większość albo już odwiedziła, albo ich zawartość jej nie zainteresowała. Przystanęła jednak, dojrzawszy przy jednym ze straganów znajomą twarz. Niedoszły topielec najwyraźniej… handlował bimbrem?
– Cześć – rzuciła do Charlesa, uśmiechając się lekko. – Mulciberowie poszerzają interes? – zapytała, spoglądając na wystawione towary, wciąż kompletnie nieświadoma niedawnego zamieszania i tego, że właściwie to Charlie sprzedawał tutaj dopiero co świeczki… w nieco nietypowych kształtach, a przy alkoholach znalazł się przy okazji.
Brenna należała do tego gatunku człowieka, który dość rzadko narzeka na jakiekolwiek występy, ale i tak częściej jej wzrok przesuwał się po tłumie niż wędrował ku scenie. Ostatnie dwa sabaty wyrobiły w niej przekonanie, że tym razem też może pójść coś bardzo nie tak - i dlatego że jej brat oraz Jonathan postanowili wziąć udział w konkursie łuczniczym zorientowała się dopiero, gdy już sięgnęli po łuki.
Brwi Brenny powędrowały w górę, bo chociaż ani trochę nie zdziwiło ją, że Selwyn wpakował się na scenę, to już to jak chętny był do tego jej brat, okazało się odrobinę zaskakujące. Oczywiście, umiał ładnie mówić - ona była dużo bardziej gadatliwa, ale on wciąż był lepszym mówcą - ale zawsze sprawiał wrażenie, jakby wypychając go w światła reflektorów straszliwie go karano.
Klaskała jednak uprzejmie, kiedy tą trzecią strzałą trafił, i równie uprzejmie nie wykazała żadnej reakcji, kiedy dwie pierwsze strzały chybiły – ostatecznie ich od małego uczono raczej walki mieczami czy szablami niż łukami. I od sceny odeszła dopiero, kiedy Jonathan zakończył swój występ, choć jeszcze przed wręczeniem nagród Shafiqowi.
Przesuwała wzrokiem po straganach, ale większość albo już odwiedziła, albo ich zawartość jej nie zainteresowała. Przystanęła jednak, dojrzawszy przy jednym ze straganów znajomą twarz. Niedoszły topielec najwyraźniej… handlował bimbrem?
– Cześć – rzuciła do Charlesa, uśmiechając się lekko. – Mulciberowie poszerzają interes? – zapytała, spoglądając na wystawione towary, wciąż kompletnie nieświadoma niedawnego zamieszania i tego, że właściwie to Charlie sprzedawał tutaj dopiero co świeczki… w nieco nietypowych kształtach, a przy alkoholach znalazł się przy okazji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.