Millie mówiła dużo, to dobrze, skoro nie miała oporów przed dzieleniem się tym, co się jej przytrafiło oznaczałoby to, że wcale nie jest z nią najgorzej. Zazwyczaj jeśli ktoś milczał, chował w sobie wszystkie doświadczenia, to wróżyło źle. Może faktycznie trochę jej tam pomogli, skoro nie miała oporów, żeby o tym opowiadać. Nawet ucieszyło to Yaxley, dobrze widzieć ją tak ochoczo opowiadającą o tym, do czego doszło na wczorajszym sabacie, nawet jeśli nie było to nic przyjemnego.
- Tak, ważne, że ci się to nie śni, że noce masz spokojne, chyba, że ci się nie śni, bo nie śpisz, wtedy trochę gorzej, bo ponoć sen to zdrowie. - Nie, żeby sama sypiała najlepiej, od zawsze miewała z tym problemy, a teraz po tym, jak we śnie zaatakowała ją bestia, która chciała wyrwać jej serce było jeszcze gorzej, bo jak się okazało zawsze mogło być gorzej, chociaż mogłoby się wydawać, że nie.
- Pewnie Perseus, on chyba jest magipsychiatrą. - Blacków było jak mrówków, ale znała tylko jednego, który leczył podobne przypadłości. - On zyskuje przy bliższym poznaniu. - Powiedziała zupełnie lekko, ale był jedną z osób, które udało jej się poznać nieco bliżej niż powinna, w momencie ich wspólnej słabości. Zupełnie nie żałowała tego, co się między nimi wydarzyło, nie zmieniło to też nic w jej życiu, poza tym, że teraz mogła mówić, że zna jednego całkiem sympatycznego Blacka.
- Może faktycznie trochę by ci służyła zmiana otoczenia, jeśli tutaj nie możesz przestać myśleć o tym miejscu. - Było to nieco niepokojące, że chcąc nie chcąc ciągle o tym myślała. Powinna zacząć żyć teraźniejszością, a nie wracać do tego, co było. Może wcale nie było to takie proste, ale po raz kolejny Yaxley sobie po prostu gdybała, nie miała pewności, jak jest naprawdę, bo chuja się na tym znała.
- Nie chcę znać swojej przyszłości, nie teraz. - Wyjaśniła krótko, dlaczego chciała uniknąć wróżenia. Nie miała zamiaru się nad tym bardziej rozwodzić, bo nie było nad czym. Zresztą Millie powinna znać jej zdanie na temat wróżb, bo nigdy się nie kryła tym, że uznaje to trochę za zabobony.
- Rozbierany poker na ognisku w Windermere? - Wydawało jej się, że ciągle o tym mówiły, ale może nie nadążała za Moody, może nie ogarnęła, że ta była już w innym miejscu. - Jeśli tak to nie, wolałabym, żeby mój kaletnik nie widział mnie nagiej, bo to mogłoby nieco skomplikować naszą współpracę. - Yaxley brakowało jej zwyczajnej lekkości bytu, chyba budowała wokół siebie szczelny mur, przez który nie chciała przepuścić nikogo, był to jej sposób na radzenie sobie z problemami.