27.06.2024, 17:10 ✶
Mulciber Moonshine
Powiedzieć, że Charlie był zdruzgotany, to jak nic powiedzieć. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i czerwone od łez oczy świadczyły o tym, że młody Mulciber nie radzi sobie ze wstydem, jaki przyniósł rodzinie. Przynajmniej już się nie mazał jak mała dziewczynka, a tylko wzdychał boleśnie i pocierał i tak już zaczerwienioną twarz.
Chłopak usiadł obok Lyssy, wymuszając uśmiech w kierunku Victorii i jej partnera. Zresztą, nie nacieszył się ich towarzystwem, bo klienci odeszli podziwiać dalsze stragany, a Lyssa... Lyssa sprawiła, że Charlie poczuł się jeszcze gorzej. Co miało znaczyć to spojrzenie? I fakt, że natychmiast wstała z miejsca?
- Charles. Leonard jest tam. - Wskazał na brata, który doglądał jeszcze wuja. - Sophie zaraz obok. - Wyjaśnił, pogrążając się w swoich czarnych myślach.
Ojciec miał rację. Powinien zostać w Oslo, a jeśli naprawdę chciał przyjechać, powinien ostrzec, powiedzieć, co zaplanował. Dać im czas na przygotowanie na ten cały bałagan, który sobą prezentował!
Użalanie się nad sobą przerwał brat, który trzepnął go w ramię. Charlie nie spodziewał się ataku.
- Leo! - Zaprotestował, łapiąc się za ramię. - Przestań, bo będę mieć więcej problemów! I tak mam już dość, ojciec odeśle mnie do Norwegii, zobaczysz. - Wyjaśnił z miną obrażonego, ale winnego dziecka. Jeszcze raz potarł oczy, by odgonić resztki łez, gdy usłyszał znajomy głos.
Znajomi! To ostatnie, czego się tu spodziewał! Nie powinni widzieć go w takim stanie!
- Brenna? Co tu robisz? - Zapamiętał imię wybawczyni, lecz zdziwienie mogło wydać się nie na miejscu. - To... to stoisko naszej kuzynki. To mój brat, Leonard. - Przedstawił stojącego obok mężczyznę. - Kuzynka Sophie postanowiła robić alkohol... chcesz spróbować? - Wskazał na przygotowane próbki bimbru cytrynowego.
Powiedzieć, że Charlie był zdruzgotany, to jak nic powiedzieć. Sytuacja wymknęła się spod kontroli i czerwone od łez oczy świadczyły o tym, że młody Mulciber nie radzi sobie ze wstydem, jaki przyniósł rodzinie. Przynajmniej już się nie mazał jak mała dziewczynka, a tylko wzdychał boleśnie i pocierał i tak już zaczerwienioną twarz.
Chłopak usiadł obok Lyssy, wymuszając uśmiech w kierunku Victorii i jej partnera. Zresztą, nie nacieszył się ich towarzystwem, bo klienci odeszli podziwiać dalsze stragany, a Lyssa... Lyssa sprawiła, że Charlie poczuł się jeszcze gorzej. Co miało znaczyć to spojrzenie? I fakt, że natychmiast wstała z miejsca?
- Charles. Leonard jest tam. - Wskazał na brata, który doglądał jeszcze wuja. - Sophie zaraz obok. - Wyjaśnił, pogrążając się w swoich czarnych myślach.
Ojciec miał rację. Powinien zostać w Oslo, a jeśli naprawdę chciał przyjechać, powinien ostrzec, powiedzieć, co zaplanował. Dać im czas na przygotowanie na ten cały bałagan, który sobą prezentował!
Użalanie się nad sobą przerwał brat, który trzepnął go w ramię. Charlie nie spodziewał się ataku.
- Leo! - Zaprotestował, łapiąc się za ramię. - Przestań, bo będę mieć więcej problemów! I tak mam już dość, ojciec odeśle mnie do Norwegii, zobaczysz. - Wyjaśnił z miną obrażonego, ale winnego dziecka. Jeszcze raz potarł oczy, by odgonić resztki łez, gdy usłyszał znajomy głos.
Znajomi! To ostatnie, czego się tu spodziewał! Nie powinni widzieć go w takim stanie!
- Brenna? Co tu robisz? - Zapamiętał imię wybawczyni, lecz zdziwienie mogło wydać się nie na miejscu. - To... to stoisko naszej kuzynki. To mój brat, Leonard. - Przedstawił stojącego obok mężczyznę. - Kuzynka Sophie postanowiła robić alkohol... chcesz spróbować? - Wskazał na przygotowane próbki bimbru cytrynowego.