Kupiłam więc świece, podziękowałam kapłanowi za pomoc i oddaliłam się. Nie chciałam rozglądać się po innych straganach. Na pewno oferowały mniej lub bardziej potrzebne, ale przepiękne przedmioty, na które łatwo poszłyby moje oszczędności. A przecież ich przeznaczenie było zupełnie inne. Chciałam otworzyć skrytkę w Banku Gringotta, żeby przechowywać tam pieniądze... i te lepsze dzieła. A także moje ulubione płyty oraz droższe niż zwykle ubrania. Których jeszcze muszę się dorobić. Podobno można trzymać w tym banku nie tylko pieniądze, a że nie posiadam faktycznie cennych dzieł sztuki, czy biżuterii, to będę składować takie fanty, jakie mam. Kto biednemu zabroni.
Zapewniony przez Lysandra dach nad głową spełniał wszystkie moje najważniejsze potrzeby. Miałam zapewnione jedzenie, ciepłe łóżko i poczucie bezpieczeństwa. Krewniak jest bezkonfliktowy, nie rzuca się w oczy, nie ma wrogów, mało kto go w ogóle zna, nie jest zamożny... absolutnie nie ma powodu, by ktokolwiek obrał za cel jego chatkę. Dlatego tak przyjemnie budzi mi się tam każdego dnia, spaceruje wokół domostwa, zacieśnia więzy ze zwierzętami... wiedząc, że raczej nie spotka ich ten sam los, co moje maleństwa. Byłam bardzo wdzięczna za to, co obecnie posiadałam. Dlatego zależało mi na wykonaniu rytuału ochronnego w domu Lysandra.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na festiwal i ruszyłam w stronę najbliższego kominka, by udać się do domu.