07.01.2023, 18:39 ✶
Kurz, całe mnóstwo kartonów, wypełnionych dziwacznymi przedmiotami, zwitki pergaminu pod stopami i rzymska szkatuła w samym centrum tego wszystkiego. Nieprzyjemny odór eliksiru czyszczącego mieszający się z czymś, co w niespokojny sposób nęciło zmysły i sprawiało, że wzrok sam zatrzymywał się na antycznym przedmiocie. Bardziej niż gabinet, to miejsce przypominało kryjówkę szalonego naukowca, który planował opanować umysł każdego, kto tylko zechce przeszkodzić mu w jego planie.
- Lubię dodawać dramatyzmu sytuacji – powiedział ze śmiertelną powagą, ale zaraz wybuchnął śmiechem, psując efekt swoich słów. Nie potrafił nawet wysilić się na podniosłość, widząc go takim roztrzepanym i wyrwanym z ferworu pracy. Castiel potrzebował przerwy i Fergus znalazł się tutaj właśnie po to, by tego dopilnować. Do tej pory się martwił, ale kiedy zorientował się, że Flintowi nic się nie działo, a jedynie zbyt mocno pochłonęły go badania, odnalazł sobie kolejną misję polegającą na dopilnowaniu, by trochę odpoczął.
- Powinieneś ją chyba odstawić, skoro tak na ciebie wpływa – zauważył, unosząc brew, ale nadal się uśmiechał. Już nawet nie panował nad tym, że jego usta same wyginały się w górę, a oczy rozświetlały na jego widok. Tak jakby natura chciała go upokorzyć, wystawiając na światło dzienne uczucia. – Przyda ci się mały odwyk.
W jego głowie już rodził się plan wyciągnięcia stąd Flinta, nawet jeśli miałby to być krótki spacer. Na zewnątrz było całkiem ciepło, dało się wyczuć to, że wiosna powoli zmierzała w kierunku lata. Nawet jeśli w okolicach morza wiało, nadal była to przyjemna bryza, a nie porywisty wicher.
- Nie możesz się przemęczać, bo wtedy łatwiej o głupi błąd – zauważył, wiedząc o tym ze swojego własnego doświadczenia. Kiedy działał automatycznie, wykończony zbyt długim ślęczeniem nad książkami lub obolały po pochylaniu się nad różdżkami, stawał się bardziej lekkomyślny i przez to powodował wypadki, głównie coś rozbijając albo przypadkiem podpalając. A wątpił, by Castiel chciał w tak beznadziejny sposób zaprzepaścić swoje starania. Sam plułby sobie w brodę, niszcząc coś tak cennego.
Przymknął oczy, wdychając znajomy zapach morskiej soli i gorzkiej kawy, wymieszany z czymś gryzącym, co musiało być eliksirem na rdzę. Ich oddechy mieszały się, gdy opierali się o siebie. Przesunął rękę na plecy Castiela, przyciągając go jeszcze bliżej, gdy ich usta złączyły się w pocałunku. Drugą gładził go po policzku, ostatecznie wplątując palce w jego włosy. Przy drugim razie wciąż smakował zimną kawą.
- Mówiłeś, że to niebezpieczne – powiedział cicho, gdy po chwili odsunęli się od siebie. Gdyby to on miał decydować, pewnie w końcu doprowadziłby do jakiegoś wybuchu z powodu skumulowanej energii. Miał dziwne wrażenie, że coś brzęczało mu w uszach, ale ignorował ten przebrzydły dźwięk, wsłuchując się w głos Castiela. – Może być – odpowiedział w końcu, przechylając głowę z drobnym uśmiechem na ustach. – Gdybym wiedział, przyniósłbym ci cały obiad – dodał jeszcze, znów wyraźnie zmartwiony stanem Flinta, który najwyraźniej zaniedbał wszystkie swoje potrzeby na rzecz bardzo drogiej i – najwyraźniej – bardzo niebezpiecznej błyskotki.
Oparł się o stojące najbliżej kartony, starając się przy tym nie naciskać na nie zbyt mocno, by nie ugięły się pod jego ciężarem. Uśmiechał się, widząc radość Castiela z posiłku, jednak jego wzrok raz po raz uciekał w kierunku biurka. Skoro blondyn tak bardzo fascynował się tym przedmiotem, Fergus tym bardziej chciał mu się przyjrzeć z bliska. Coś go do niego ciągnęło, jakaś niewyjaśniona siła przepełniona ciekawością i pragnieniem wiedzy. Nie ruszał się jednak z miejsca, pewnie tylko dlatego, ze Flint blokował mu przejście, bo niezmiernie mocno kusiło go przyjrzenie się jego pracy, tym wszystkim transkrypcjom, przez które zapomniał o istnieniu świata i przede wszystkim głównej przyczynie jego zniknięcia.
- Powinieneś się przewietrzyć – stwierdził w końcu, przeczesując palcami włosy, przez co zaczęły mu sterczeć w różne strony. – Przy okazji opowiesz mi, co już odkryłeś.
Im dłużej tu przebywali, tym większą duchotę odczuwał. Zapach morskiej bryzy przyciągał go, kusząc spacerem po kamienistej plaży. Może przekona Castiela, żeby trochę popływał, rozprostował kości i odświeżył umysł, nim powróci do tego miejsca.
- Mówiłeś, że praca nad tym może ci zająć kilka miesięcy, chyba nie zamierzasz ich tu spędzić jednym ciągiem, co? – dopytał jeszcze, spoglądając na niego z zaciekawieniem. Obawiał się, że Cas rzeczywiście mógł zabunkrować się tutaj na dobre, choćby miał uschnąć od siedzenia nieruchomo na krześle. A na to nie mógł pozwolić, nie potrafił. Sam chyba umarłby z tęsknoty za spędzaniem z nim czasu, tak bardzo przywykł do jego obecności.
- Lubię dodawać dramatyzmu sytuacji – powiedział ze śmiertelną powagą, ale zaraz wybuchnął śmiechem, psując efekt swoich słów. Nie potrafił nawet wysilić się na podniosłość, widząc go takim roztrzepanym i wyrwanym z ferworu pracy. Castiel potrzebował przerwy i Fergus znalazł się tutaj właśnie po to, by tego dopilnować. Do tej pory się martwił, ale kiedy zorientował się, że Flintowi nic się nie działo, a jedynie zbyt mocno pochłonęły go badania, odnalazł sobie kolejną misję polegającą na dopilnowaniu, by trochę odpoczął.
- Powinieneś ją chyba odstawić, skoro tak na ciebie wpływa – zauważył, unosząc brew, ale nadal się uśmiechał. Już nawet nie panował nad tym, że jego usta same wyginały się w górę, a oczy rozświetlały na jego widok. Tak jakby natura chciała go upokorzyć, wystawiając na światło dzienne uczucia. – Przyda ci się mały odwyk.
W jego głowie już rodził się plan wyciągnięcia stąd Flinta, nawet jeśli miałby to być krótki spacer. Na zewnątrz było całkiem ciepło, dało się wyczuć to, że wiosna powoli zmierzała w kierunku lata. Nawet jeśli w okolicach morza wiało, nadal była to przyjemna bryza, a nie porywisty wicher.
- Nie możesz się przemęczać, bo wtedy łatwiej o głupi błąd – zauważył, wiedząc o tym ze swojego własnego doświadczenia. Kiedy działał automatycznie, wykończony zbyt długim ślęczeniem nad książkami lub obolały po pochylaniu się nad różdżkami, stawał się bardziej lekkomyślny i przez to powodował wypadki, głównie coś rozbijając albo przypadkiem podpalając. A wątpił, by Castiel chciał w tak beznadziejny sposób zaprzepaścić swoje starania. Sam plułby sobie w brodę, niszcząc coś tak cennego.
Przymknął oczy, wdychając znajomy zapach morskiej soli i gorzkiej kawy, wymieszany z czymś gryzącym, co musiało być eliksirem na rdzę. Ich oddechy mieszały się, gdy opierali się o siebie. Przesunął rękę na plecy Castiela, przyciągając go jeszcze bliżej, gdy ich usta złączyły się w pocałunku. Drugą gładził go po policzku, ostatecznie wplątując palce w jego włosy. Przy drugim razie wciąż smakował zimną kawą.
- Mówiłeś, że to niebezpieczne – powiedział cicho, gdy po chwili odsunęli się od siebie. Gdyby to on miał decydować, pewnie w końcu doprowadziłby do jakiegoś wybuchu z powodu skumulowanej energii. Miał dziwne wrażenie, że coś brzęczało mu w uszach, ale ignorował ten przebrzydły dźwięk, wsłuchując się w głos Castiela. – Może być – odpowiedział w końcu, przechylając głowę z drobnym uśmiechem na ustach. – Gdybym wiedział, przyniósłbym ci cały obiad – dodał jeszcze, znów wyraźnie zmartwiony stanem Flinta, który najwyraźniej zaniedbał wszystkie swoje potrzeby na rzecz bardzo drogiej i – najwyraźniej – bardzo niebezpiecznej błyskotki.
Oparł się o stojące najbliżej kartony, starając się przy tym nie naciskać na nie zbyt mocno, by nie ugięły się pod jego ciężarem. Uśmiechał się, widząc radość Castiela z posiłku, jednak jego wzrok raz po raz uciekał w kierunku biurka. Skoro blondyn tak bardzo fascynował się tym przedmiotem, Fergus tym bardziej chciał mu się przyjrzeć z bliska. Coś go do niego ciągnęło, jakaś niewyjaśniona siła przepełniona ciekawością i pragnieniem wiedzy. Nie ruszał się jednak z miejsca, pewnie tylko dlatego, ze Flint blokował mu przejście, bo niezmiernie mocno kusiło go przyjrzenie się jego pracy, tym wszystkim transkrypcjom, przez które zapomniał o istnieniu świata i przede wszystkim głównej przyczynie jego zniknięcia.
- Powinieneś się przewietrzyć – stwierdził w końcu, przeczesując palcami włosy, przez co zaczęły mu sterczeć w różne strony. – Przy okazji opowiesz mi, co już odkryłeś.
Im dłużej tu przebywali, tym większą duchotę odczuwał. Zapach morskiej bryzy przyciągał go, kusząc spacerem po kamienistej plaży. Może przekona Castiela, żeby trochę popływał, rozprostował kości i odświeżył umysł, nim powróci do tego miejsca.
- Mówiłeś, że praca nad tym może ci zająć kilka miesięcy, chyba nie zamierzasz ich tu spędzić jednym ciągiem, co? – dopytał jeszcze, spoglądając na niego z zaciekawieniem. Obawiał się, że Cas rzeczywiście mógł zabunkrować się tutaj na dobre, choćby miał uschnąć od siedzenia nieruchomo na krześle. A na to nie mógł pozwolić, nie potrafił. Sam chyba umarłby z tęsknoty za spędzaniem z nim czasu, tak bardzo przywykł do jego obecności.