28.06.2024, 13:45 ✶
Anthony uwielbiał w wolnej chwili – o czym absolutnie nikomu by się przyznać nie chciał – zaczytywać się w kryminałach i pulpowych opowieściach grozy. Jonathan na poprawę nastroju często kupował mu takie śmieciowe książki i gdy raz z nudów do nich zajrzał, tak przepadł bez wieści nadrabiając wszystkie rzucane w kąt egzemplarze, które nie poszły na śmietnik od razu z szacunku tylko do papieru okrytego okładką, zdecydowanie nie przez treść.
Teraz był podekscytowany, choć łyżką dziegciu w tej miodowej beczce było z pewnością wycofanie się Erika, który sam z siebie uznał, że lepiej mu będzie obserwować wszystko z dystansu. Skinął oczywiście głową na znak przyzwolenia, powstrzymał się, by nie odprowadzić go wzorkiem zasmuconego szczeniaka, byłoby to przecież nader niestosowne z jego strony. Szczęśliwie kustosz mówił, siły umysłowe łatwiej było przekierować na tę opowieść, która z perspektywy maga nie była aż tak niezwykła, jak chociażby z perspektywy mugola. Rozważał obie opcje – fakt, że jakiś czarodziej realnie przejął na moment władzę nad mugolską społecznością stawiając się w roli bóstwa, historia znała już takie przypadki, ale też zwykłe hochsztaplerstwo w wykonaniu niemagicznych, zakładanie masek i habitów, imitowanie głosu i podtrzymywanie w ten sposób ułudy nieśmiertelności. To też było opcją. Z drugiej strony takie oszustwo nie sprawiałoby problemów teraz
– Nie klątwa... ale artefakt może nosić w sobie wpojoną magię. Wiadomość... – mruczał do siebie po arabsku, poddając się przestrzeniom i myślom o starożytności tego obszaru. Stał w miarę swobodnie, obejmując się jedną ręką, a wsparłszy na niej łokieć drugiej, drapiąc się po brodzie. Nie był archeologiem jak jego brat, czy najbliższa kuzynka, ale ostatecznie jeśli nic nie wskórają, mógł do nich napisać w tej sprawie. – Zrobię co w mojej mocy, ale jak wspominałem Guinevrze... Magia też ma swoje ograniczenia. Ale nic to! Zobaczmy to cudo, może coś wpadnie mi w oko. – uśmiechnął się przyjacielsko i wychylił się ku fotografii, by rozwiać wątpliwości co do tego jak bardzo przydatny w tej sprawie miałby się okazać.
Teraz był podekscytowany, choć łyżką dziegciu w tej miodowej beczce było z pewnością wycofanie się Erika, który sam z siebie uznał, że lepiej mu będzie obserwować wszystko z dystansu. Skinął oczywiście głową na znak przyzwolenia, powstrzymał się, by nie odprowadzić go wzorkiem zasmuconego szczeniaka, byłoby to przecież nader niestosowne z jego strony. Szczęśliwie kustosz mówił, siły umysłowe łatwiej było przekierować na tę opowieść, która z perspektywy maga nie była aż tak niezwykła, jak chociażby z perspektywy mugola. Rozważał obie opcje – fakt, że jakiś czarodziej realnie przejął na moment władzę nad mugolską społecznością stawiając się w roli bóstwa, historia znała już takie przypadki, ale też zwykłe hochsztaplerstwo w wykonaniu niemagicznych, zakładanie masek i habitów, imitowanie głosu i podtrzymywanie w ten sposób ułudy nieśmiertelności. To też było opcją. Z drugiej strony takie oszustwo nie sprawiałoby problemów teraz
– Nie klątwa... ale artefakt może nosić w sobie wpojoną magię. Wiadomość... – mruczał do siebie po arabsku, poddając się przestrzeniom i myślom o starożytności tego obszaru. Stał w miarę swobodnie, obejmując się jedną ręką, a wsparłszy na niej łokieć drugiej, drapiąc się po brodzie. Nie był archeologiem jak jego brat, czy najbliższa kuzynka, ale ostatecznie jeśli nic nie wskórają, mógł do nich napisać w tej sprawie. – Zrobię co w mojej mocy, ale jak wspominałem Guinevrze... Magia też ma swoje ograniczenia. Ale nic to! Zobaczmy to cudo, może coś wpadnie mi w oko. – uśmiechnął się przyjacielsko i wychylił się ku fotografii, by rozwiać wątpliwości co do tego jak bardzo przydatny w tej sprawie miałby się okazać.
Percepcja II na oglądanie fotografii
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!