28.06.2024, 17:20 ✶
Czy to realny dźwięk? Czy może wyczulony umysł, atawistyczne limbiczne ciało wyłapywało najdrobniejsze wiatrem przesunięcie liści po szarym korytarzu tylko po to, by dać bodziec, by zagnieździć strach, by wzbudzić czujność wystraszonego zająca w lesie pełnym wilków?
Anthony był ze wszech miar człowiekiem racjonalnym, który nie dawał się tak łatwo prymitywnym instynktom właściwym ludziom niskiego stanu. Zbył milczeniem napięcie w karku, nie strzępił choćby i wewnętrznych słów na przyganę za zimnym potem zwilżone dłonie ukryte w rękawiczkach z cielęcej skóry czernią barwione. Wzniósł oczy ku niebu, do pękniętej kopuły i zobaczył że przestrzeń zaciąga się stalową chmurą, a unosząca się w powietrzu wilgoć miejsca rozpoczęła powolną pavannę z wilgocią zewnętrza wibrującą melancholijnie w powietrzu.
Westchnął, swoje kroki kierując ku wieży, na której znajdowała się komnata w której – jak sądził, gdy pierwszy raz oglądali to miejsce – jego przyjaciel zdecydowałby się urządzić sypialnie. Lęk wysokości nie odwiódłby go od tego, doceniał wszak grubość murów i niewielkie okienka - jedno wychodzące na zaniedbany, porośnięty zmartwiałą tkanką wygiętych pokracznie gałęzi, drugie zaś prowadzące na przestrzał do okna rezydencji zbudowanej na planie kwadratu. Przycisnął książkę mocniej do piersi, rozmyślając nad tym czy gdyby któryś z nich dokonał żywota, drugi nawiedzałby go, szukał drogi do zachowania kontaktu, pomimo tak drastycznej zmiany związanej z opuszczeniem ciała. Ciekaw był, czy takie duchy można było związać z przedmiotem i przenosić, móc mieć ich szept na wezwanie, tuż przy uchu, w chwilach słabości w chwilach próby. Żałoba za niebytą sytuacją pozwoliła tym bardziej zrozumieć pragnienie Poego do tego by na kartach swoich opowieści ujmować to co niewysłowione. By ten lęk przed śmiercią swoją, czy kogoś bliskiego oswajać. Był o tym przekonany.
Już w połowie schodów zdał sobie sprawę, że swąd świec, niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym. Ściągnął brwi w zamyśleniu, a jego dłoń powędrowała do kieszeni w której ukryta była cisowa różdżka. Przywitała go ciepłem ukrytego smoczego rdzenia, skora do bitwy, skoro do wypuszczenia ognistych jęzorów, gdy tylko nadarzy się do tego okazja. Z oczywistych powodów wspólnego kroczenia przez życie z osobą, która zdecydowanie nie wybierała środków magicznego przymusu cień smoczej duszy wiedział, że pewnie przyjdzie obejść mu się smakiem. Ale może... może tym razem popiół ozdobi kamienne ściany?
Anthony szedł powoli, rozglądał się choć ciemne okulary nie wspierały tej sprawy dostrzeżenia wszystkich tych, którzy kryli się w cieniu.
– Hmm...– mruknął tylko, zamiast powiedzieć cokolwiek, a potem zaciągnął się znów wonią dymu, jakby chciał tym zmysłem wyznaczyć kurs swoich następnych kroków.