28.06.2024, 22:35 ✶
Świeczki i kadzidła rodziny Mulciber
Sophie spadł kamień z serca. Jej ojciec czuł się już dobrze, i najwyraźniej kuzyni nie powiedzieli nikomu, co się stało. Będzie musiała jakoś im się odpłacić, ale teraz nie będzie o tym myślała. Musi wziąć się w garść i wrócić do swojego stoiska.
- Tak...- Pozwoliła się odsunąć, i zrobiła lekko czerwona na nazwanie "Wiewióreczką". Wyczuła z tonu ojca, że lepiej będzie, jeśli nie będzie przeszkadzała.
- To ja wrócę do mojego stoiska...- Szepnęła, po czym spojrzała jeszcze na wuja Richarda, żeby upewnić się, że również był cały i zdrowy. Jego też nie chciała stracić.
- Przyjdźcie później do mojego stoiska, wujku.- Zwróciła się do Richarda, żeby nie przerywać ojcu rozmowy. Uśmiechnęła się słabo do macochy, po czym odwróciła na pięcie i skierował do swojego stoiska.
Stoisko Mulciber Moonshine
Kiedy szła, przez przypadek kopnęła jedną z Charlesowych Świeczek - których - imienia- nie wolno - wymawiać. Skrzywiła się i rozejrzała, czy nikt na nią nie patrzył. Świeczka była zapakowana, więc w nienaruszonym stanie. Podniosła ją, wydając z siebie krótkie: "ojć, bleee... tss..." po czym ruszyła biegiem w stronę kuzynów oraz gości którzy odwiedzili jej stosiko.
- Dzień dobry! Już jestem... witam! Witam panią na moim stoisku.- Zwróciła się do Brenny, trzymając w rękach chujoświeczke. Włosy miała w nieładzie, a sukienka trochę jej się przybrudziła od wcześniejszego upadku, ale pogoda ducha powoli do niej wracała.- Zaraz panią obsłużę, przepraszam! A to twoje, Charlie... - Oddała świeczkę kuzynowi z wyraźnym grymasem obrzydzenia malującym się na jej niewinnej twarzy. Stanęła bliżej Leonarda, mając nadzieję, że młodszy z kuzynów zagada klientkę jeszcze przez krótką chwilę. Musiała w ciągu kilku sekund sprowadzić się do porządki!
- Jak wyglądam? Jak moje włosy? Popraw mnie. - Szepnęła do Leo. Nie miała przy sobie lusterka, więc kuzyn był jej ostatnia deską ratunku! Biedna Sophie...
Sophie spadł kamień z serca. Jej ojciec czuł się już dobrze, i najwyraźniej kuzyni nie powiedzieli nikomu, co się stało. Będzie musiała jakoś im się odpłacić, ale teraz nie będzie o tym myślała. Musi wziąć się w garść i wrócić do swojego stoiska.
- Tak...- Pozwoliła się odsunąć, i zrobiła lekko czerwona na nazwanie "Wiewióreczką". Wyczuła z tonu ojca, że lepiej będzie, jeśli nie będzie przeszkadzała.
- To ja wrócę do mojego stoiska...- Szepnęła, po czym spojrzała jeszcze na wuja Richarda, żeby upewnić się, że również był cały i zdrowy. Jego też nie chciała stracić.
- Przyjdźcie później do mojego stoiska, wujku.- Zwróciła się do Richarda, żeby nie przerywać ojcu rozmowy. Uśmiechnęła się słabo do macochy, po czym odwróciła na pięcie i skierował do swojego stoiska.
Stoisko Mulciber Moonshine
Kiedy szła, przez przypadek kopnęła jedną z Charlesowych Świeczek - których - imienia- nie wolno - wymawiać. Skrzywiła się i rozejrzała, czy nikt na nią nie patrzył. Świeczka była zapakowana, więc w nienaruszonym stanie. Podniosła ją, wydając z siebie krótkie: "ojć, bleee... tss..." po czym ruszyła biegiem w stronę kuzynów oraz gości którzy odwiedzili jej stosiko.
- Dzień dobry! Już jestem... witam! Witam panią na moim stoisku.- Zwróciła się do Brenny, trzymając w rękach chujoświeczke. Włosy miała w nieładzie, a sukienka trochę jej się przybrudziła od wcześniejszego upadku, ale pogoda ducha powoli do niej wracała.- Zaraz panią obsłużę, przepraszam! A to twoje, Charlie... - Oddała świeczkę kuzynowi z wyraźnym grymasem obrzydzenia malującym się na jej niewinnej twarzy. Stanęła bliżej Leonarda, mając nadzieję, że młodszy z kuzynów zagada klientkę jeszcze przez krótką chwilę. Musiała w ciągu kilku sekund sprowadzić się do porządki!
- Jak wyglądam? Jak moje włosy? Popraw mnie. - Szepnęła do Leo. Nie miała przy sobie lusterka, więc kuzyn był jej ostatnia deską ratunku! Biedna Sophie...