Victoria wstawiona zdecydowanie nie była: wypiła tylko szampana na początku, później niecałą lampkę wina, a następnie poszła tańczyć. Wszelki alkohol, który kręcił się w jej żyłach, już dawno zdążył wyparować. Jakoś… Po prostu nie za bardzo miała z kim pić. Z obcymi? Zresztą nawet kiedy, skoro albo jadła owoce w czekoladzie, albo tańczyła, albo z kimś tam rozmawiała. Dopiero teraz był moment na wytchnienie, powachlowałaby się, bo była zgrzana, gdyby nie to, że… i tak było jej zimno. Zdążyła tylko odrobinę poprawić fryzurę i teraz wbijała widelczyk w ciastko, kiedy krzesło obok niej szurnęło głośno. Ten hałas ginął w ogólnej wrzawie, muzyce i rozmowach, ale ona siłą rzeczy musiała usłyszeć. Odwróciła do niego głowę akurat w momencie, kiedy niemal zwalił się na to krzesło.
Pozwoliła sobie odpowiedzieć w podobnym tonie, to jest najpierw spojrzała na dół, na nogi Sauriela, później niby powoli sunęła spojrzeniem w górę w górę, niby od niechcenia opierając łokieć na stole, z zawieszonym w powietrzu widelczykiem…
– Hmmmm… może – celowo przeciągnęła słowo, a na końcu uśmiechając się nieco zadziornie. Rzecz jasna nie musiała się wcale zastanawiać nad odpowiedzią, ani nad tym, czy mężczyzna jej się podoba, bo oboje doskonale znali odpowiedź, ale ta obczajka miała swój cel. Oprócz odpowiedniego efektu, Victoria w ten sposób próbowała się zorientować, w jakim stanie Sauriel w ogóle jest i… Trzymał się. Ewidentnie trochę popił, bo na trzeźwo jakoś nigdy nie próbował jej bajerować, ale za to po pijaku… Raz dała mu za to w twarz, ale teraz bardzo wątpiła, czy by to powtórzyła. Ich relacja bardzo się od tamtego czasu zmieniła. Brak pierścionka na jej palcu wywrócił wszystko do góry nogami i owszem… nie stronili od swojego towarzystwa, co musiało się wydawać dziwaczne, ale bardzo dobrze pamiętała jak Sauriel mówił jej, że teraz nie wie, jak ma ją traktować i że nie chce, żeby było między nimi dziwnie. Nie było… O dziwo nie było. I tak naprawdę to mieli całkowicie czystą kartę w tej relacji: bez przymusów rodziny, bez przymusów jakiejś starej magii… – Najadłam się tyle tej czekolady, że musiałam to trochę spalić – a czekolada była przepyszna… I chyba tam jeszcze dzisiaj wróci. Obje się za wszystkie czasy. Na uwagę Sauriela jednak dyskretnie się odwróciła i nachyliła, chcąc się upewnić, czy przypadkiem nie śmierdzi, ale nie, to ewidentnie Sauriel nie wiedział, jak inaczej ją pozaczepiać. – Nabaluję się dopiero wtedy, kiedy będę musiała tańczyć na boso – odparła za to z dumą, po czym wsadziła sobie kawałek tortu do buzi, całkowicie z siebie zadowolona.