29.06.2024, 01:51 ✶
— To duże uproszczenie, ale owszem. Jestem wyjątkowo odważny, gdy czuje, że nie zagrażają mi żadne czynniki stresowe, mam zaplanowany dzień od A do Z i czuję się przygotowany na wszelkie wyzwania codziennego życia — wyjaśnił powoli, urywając sobie nieśmiało trochę waty cukrowej. — Wówczas czuję się wystarczająco dobrze, aby trochę wyjść ze swojej skorupy. Zaszaleć. Zrobić coś niestandardowego. Założyć coś jaśniejszego.
Mimowolnie uniósł dłoń na wysokość czoła, jakby chciał wykonać jeden z mistycznych gestów kojarzonych z obrzędami kowenu, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się, przypominając sobie o obecności mugoli w okolicy. Na Matkę, czemu ci wszyscy ludzie byli tacy narwani i wręcz dążyli do tego, żeby zrobić sobie krzywdę? Toż to się już zaczyna wylewać poza biura Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, pomyślał z żalem.
— Mam stały, a na dodatek darmowy, dostęp do świeczek wyrabianych przez kapłanki — poinformował Isaaca, starając się docenić... gest... z jego strony. — Poza tym, nie zaryzykowałbym, co mogłoby zostać przywołane z zaświatów przy użyciu takiego akcesorium.
Już myślał, że najbardziej kontrowersyjny temat mieli za sobą, jednak wtedy Isaac wspomniał o swoim sąsiedzie.
— Nie uważasz, że to nieco okrutne w stosunku do niego? — wypalił, z niemałym trudem przełykając kolejną porcję waty cukrowej. — Nie zna naszej wiary, a jego bóg na pewno znaczącą różni się w swych oczekiwaniach od Matki Natury. To, że ubieram się podobnie do mugolskich księży, nie znaczy, że jestem jednych z nich. A mieszanie systemów religijnych... Nigdy nie wychodzi z tego nic dobrego. — Pokręcił zdecydowanie głową, jakby nagle nawiedziły go jakieś nieprzyjemne wspomnienia. — Są siły na tym świecie, które są bardzo przywiązane do swojej domeny. Zakorzenione na terenach, gdzie były wyjątkowo silne. Wolałbym nie podpaść obcym bogom. I swojej bogini też nie.
Westchnął przeciągle. Miał za dobre serce. I za łatwo się dawał.
— W najlepszym razie, mogę dać się przedstawić jako kapłan ''innej wiary'' — mruknął, postanawiając ten jeden raz pójść na kompromis. — I wtedy to on zdecyduje, czy przyjmuje taki układ. Na pewno nie będę kłamać człowiekowi, który już w coś wierzy. Obawiam się, że mógłby się nieco negatywnie zaskoczyć, gdybym zaczął mu faktycznie głosić doktryny Matki przystosowane dla mugoli.
Kiedy znaleźli się bliżej mostu, Sebastian zwolnił nieco kroku, zdając sobie sprawę, że zebrała się tam niemała grupa ludzi. I to bardzo dziwnie ubranych. I z jakiegoś urządzenia przypominający aparat czarodziejów, co chwilę błyskało światło. Mugole, pomyślał, tłumiąc w sobie chęć kolejnego westchnienia. Zerknął kątem oka na Isaaca. Mógł za nim podążyć w stronę barierki mostu, ale na pewno nie miał zamiaru wyjść tej grupie naprzeciw.
Mimowolnie uniósł dłoń na wysokość czoła, jakby chciał wykonać jeden z mistycznych gestów kojarzonych z obrzędami kowenu, jednak w ostatniej chwili powstrzymał się, przypominając sobie o obecności mugoli w okolicy. Na Matkę, czemu ci wszyscy ludzie byli tacy narwani i wręcz dążyli do tego, żeby zrobić sobie krzywdę? Toż to się już zaczyna wylewać poza biura Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, pomyślał z żalem.
— Mam stały, a na dodatek darmowy, dostęp do świeczek wyrabianych przez kapłanki — poinformował Isaaca, starając się docenić... gest... z jego strony. — Poza tym, nie zaryzykowałbym, co mogłoby zostać przywołane z zaświatów przy użyciu takiego akcesorium.
Już myślał, że najbardziej kontrowersyjny temat mieli za sobą, jednak wtedy Isaac wspomniał o swoim sąsiedzie.
— Nie uważasz, że to nieco okrutne w stosunku do niego? — wypalił, z niemałym trudem przełykając kolejną porcję waty cukrowej. — Nie zna naszej wiary, a jego bóg na pewno znaczącą różni się w swych oczekiwaniach od Matki Natury. To, że ubieram się podobnie do mugolskich księży, nie znaczy, że jestem jednych z nich. A mieszanie systemów religijnych... Nigdy nie wychodzi z tego nic dobrego. — Pokręcił zdecydowanie głową, jakby nagle nawiedziły go jakieś nieprzyjemne wspomnienia. — Są siły na tym świecie, które są bardzo przywiązane do swojej domeny. Zakorzenione na terenach, gdzie były wyjątkowo silne. Wolałbym nie podpaść obcym bogom. I swojej bogini też nie.
Westchnął przeciągle. Miał za dobre serce. I za łatwo się dawał.
— W najlepszym razie, mogę dać się przedstawić jako kapłan ''innej wiary'' — mruknął, postanawiając ten jeden raz pójść na kompromis. — I wtedy to on zdecyduje, czy przyjmuje taki układ. Na pewno nie będę kłamać człowiekowi, który już w coś wierzy. Obawiam się, że mógłby się nieco negatywnie zaskoczyć, gdybym zaczął mu faktycznie głosić doktryny Matki przystosowane dla mugoli.
Kiedy znaleźli się bliżej mostu, Sebastian zwolnił nieco kroku, zdając sobie sprawę, że zebrała się tam niemała grupa ludzi. I to bardzo dziwnie ubranych. I z jakiegoś urządzenia przypominający aparat czarodziejów, co chwilę błyskało światło. Mugole, pomyślał, tłumiąc w sobie chęć kolejnego westchnienia. Zerknął kątem oka na Isaaca. Mógł za nim podążyć w stronę barierki mostu, ale na pewno nie miał zamiaru wyjść tej grupie naprzeciw.