Mruknęła coś pod nosem. James działał jej na nerwy węsząc w jej prywatnych sprawach. Ale od czego byli młodsi bracia? Sam temat najpewniej go w ogóle nie interesował i robił to tylko, by ją zezłościć. Na całe szczęście młody Potter nie kojarzył omawianej osoby. Peppa nie musiała się martwić, że zaraz James wystosuje odpowiedni list prosto do jej obiektu westchnień. Albo podzieli się nowinami z Syriuszem i zaczną o tym paplać w miejscach publicznych. Jeszcze by tego brakowało, żeby cały Londyn się dowiedział!
— A co miało by być? Jak chcesz, sam go spytaj. Tylko się kolegujemy.
Niesamowicie wyolbrzymiała rzeczywistą relację, ale to w końcu Peppa.
Herbata była gotowa. A że wody zagotowało się więcej, przygotowała też kubek napoju dla brata. Opadła znowu na krzesło, jak gdyby ważyła pięćset ton.
— Daj spokój, Dżordż. O kominkach zapomniałeś? To oczywiście niestosowne, żeby młody chłopak odwiedzał swoją wybrankę pojawiając się w jej salonie, ale jeśli mieszka w dziurze bez publicznych kominków, to co zrobisz? — Wzruszyła teatralnie ramionami. — Zawsze możesz też do niej polecieć, co nie? Jesteś mistrzem latania na miotle, czy inne takie.
Obróciła swoją filiżanką na stole, niemal ją wywracając. Kilka kropel gorącej herbaty wystrzeliło na jej dłoń. Niezadowolona, przyłożyła sparzone miejsce do ust. Cóż, za paskudny dzień.