– Tam bym pasowała, nie? Hibernacja w lodówce – parsknęła, a rozbawiło ją to tym bardziej, że Cynthia, której pozwoliła się zbadać sugerowała, że jej ciało zachowywało się, jakby przygotowywało się właśnie do hibernacji; utrata wszelkiego ciepła, lekka anemia (ale to mogło być już w pełni winą Victorii, która w stresie zapominała porządnie jeść) i tak dalej, i tak dalej… – Miałam do wyboru siąść i się załamać, albo próbować funkcjonować normalnie – z początku nie wiedziała co się dzieje i skłamałabym pisząc, że się nie bała. Bała się ciągle. Strach był tym większy, gdy dowiedziała się, że jeśli tego nie odkręcą, to może tak po prostu umrzeć i to szybciej niż później. W każdym razie próbowała w tym jakoś funkcjonować, nawet jeśli szło to trochę po omacku a ostatnie tygodnie zdecydowanie jej nie oszczędzały. – Wolę się śmiać, niż siedzieć w kącie i płakać jak bóbr.
To było to nieznośnie uczucie, gdy żołądek bardzo szybko podjeżdża aż do przełyku, a serce bije jak szalone; uczucie spadania, choć wcale nie było się w powietrzu, a trzeba wiedzieć, że co jak co, ale Victoria miała lęk wysokości. Poczuła pewny uścisk na ramionach i za chwilę przechyliła się w tył, delikatnie chwiejąc się na nogach, na tych damskich bucikach, ale prócz tego, że oddychała bardzo płytko i szybko, to nic więcej się nie działo. Nie osunęła się, nie złożyła jak domek z kart, ale też wcale nie próbowała się wyrwać uścisku Aidana, a wręcz uniosła ręce i zacisnęła dłonie na jego ramionach, gdy ją tak oplótł rękoma.
– Sorry – wydusiła z siebie, nie zważając teraz zupełnie na jakieś niedogodności związane z tym, że mógłby jej popsuć sukienkę (od czego była magia?), albo że mógłby jej nabić siniaka (ani to pierwszy, ani ostatni…). – Chyba się… chyba się zamyśliłam – ale o czym myślała? Nie potrafiła nawet odtworzyć tego ciągu, ani ostatniej myśli przed tym, jak postawiła ten krok… – Jest ok, naprawdę. Po prostu nie trafiłam w schodek – ale za to jaki by miała piękny lot, gdyby jej Aidan nie złapał… Bo pewnie faktycznie by z tych spodów spadła. – Dzięki… Idziemy? – odetchnęła jeszcze głośno i uśmiechnęła się do Aidana, masując sobie miejsce tuż pod mostkiem.