29.06.2024, 21:25 ✶
Za sceną
Flynn posłał bratu nieco zmieszane spojrzenie.
- Eh. W sensie, że będziesz leżał krzyżem? - Nie miał pojęcia, co oznaczało to słowo na a, ale po Jimie spodziewał się zwykle właśnie tego, albo napieprzania się pejczem po plecach, więc ze względu na obecność dzieciaków założył mniej drastyczną opcję. Nie nalegał na jego obecność, skinął mu tylko głową, że on w takim razie do tego koła idzie. No bo halo - miał już na to kupione bileciki, też chciał dostać coś fajnego. Znając szczęście, wylosuje same „śmieci”, ale może zapychaczami będą jakieś dobre cukierki? Niepotrzebne rzeczy mógł rozdać rodzeństwu, a naprawdę cieszyła go wizja kręcenia tym zaczarowanym kółkiem. Tak, miał trzydzieści lat, ale Jim miał rację - pozostał dzieciakiem, kompletnie zapomniał dorosnąć.
Potarł nos, patrząc jak starszy Bell odchodzi. Z westchnieniem przewiesił kurtkę przez ramię.
- Zwiałeś stąd jak obrażona panienka, to się rozumie samo przez się - rzucił Laurentowi. Nie wyglądał na obrażonego tym faktem - po prostu powiedział to głośno, nie czuł potrzeby ukrywania przed nim swoich myśli tego typu. Blondyn zniósł już gorsze rzeczy niż jego zawsze celujące we własne szczęście interpretacje rzeczywistości. - Chciałem iść z wami - dodał i wzruszył ramionami, patrząc w kierunku namiotu, jakby chciał dać znać, że Jim to już raczej z nim nie pójdzie tak czy siak. I szczerze mówiąc, za ten stan rzeczy obwiniał właśnie jego - nieprzyjemne były te teksty rzucone w kierunku drugiego z cyrkowców. Szalony był, fakt - ale w inny sposób.
Spojrzał w bok, słysząc to ciche dziękuję. Nie był w stanie ukryć delikatnego rumieńca, jaki wypłynął na jego policzki, ale zachował bardzo twardą, silną postawę ciała. Przed Prewettem stał ten sam oprych, którego pamiętał - może i miał ręce obdarte ze skóry od upadku, a i pokazał mu się ostatnio od swojej babskiej strony, ale w tym otoczeniu wyraźnie powracał do swojej roli. Nieprzyjemnej, czasami nieco odpychającej. Ale teraz przynajmniej jasne było, że to maska. Wyszedł z niej tylko na ten pąs i dwa zdania, rzucone niby od niechcenia. Tylko głupek założyłby, że naprawdę mu nie zależało.
- N-nie musisz teraz, serio. Wszystko napisałem ci na kartce.
Mhm, tak. Totalnie nie zależało, dlatego kiedy usłyszał chodź, drgnął chcąc ruszyć w tym samym kierunku.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.