Wszystko połączone jest z lądem. Z początku nie do końca zrozumiała jego słowa, ale po chwili zastanowienia, to do niej dotarło – dno jeziora połączone było z lądem przy ośrodku, siłą rzeczy, to nie był przecież odrębny byt, a na dnie powstała ta budowla z wapienia, w której znajdowali się obecnie, skoro zaś porównał ją do… łupiny orzecha i stwierdził, że i ona jest połączona z lądem, to z tej prostej matematyki i zależności wychodziło jej, że wyspa faktycznie musiała mieć jakieś połączenie z tym… siedliskiem, czy jak to inaczej zwać.
Przez moment nic się nie działo i z początku Victoria nawet tego nie zauważyła, ale w końcu i ona usłyszała te dziwne dźwięki. Rozejrzała się, miała wrażenie, że dziwnie rezonują i przez chwilę sądziła nawet, że budowla się wali, ale wtedy do niej dotarło: to Ulth musiał zebrać swoich ludzi i przypuścić atak. Nic dziwnego, że większość trytonów popłynęła w tamtą stronę. Ale dwójka… Dwójka popłynęła w drugą stronę.
– To chyba Ulth i jego trytony dotarli – szepnęła do swoich towarzyszy. To był idealny moment na to, żeby znaleźć Adrię, kiedy jej poplecznicy będą zajęci.
Wygramolili się z tunelu, Victoria jako pierwsza, i dostrzegła wtedy, że Laertes właśnie gdzieś płynął i nie wyglądało na to, że do wyjścia z tego labiryntu tuneli.
– Za nim – rzuciła jeszcze i popłynęła, nie chcąc go stracić z oczu, ale za chwilę pewnie Laurent w foczej formie ją wyprzedzi.