29.06.2024, 22:27 ✶
Nic nie powiedział na moje wyznanie. Może to dobrze? Chociaż zapewne o tym pomyślał... Zapewne sporo? A może po prostu przyjął to do wiadomości, niby gdzieś to odnotowując w myślach, a tak naprawdę wpuszczającym jednym uchem i wypuszczając drugim...? Słuchał mnie w ogóle?
I co się ze mną działo? Wcześniej miałem go za tak dobrą osobę, którą wciąż pozostawał. Teoretycznie nic się nie zmienił. Po prostu ja... nie wiedziałem o pewnych sprawach. To ja zmieniłem perspektywę spojrzenia. Nie byłem pewien, czemu zacząłem oceniać go tak złośliwie. Najpewniej z zazdrości, żalu i z faktu bycia... Kim tak na dobrą sprawę? Drugim? Czy może trzecim? Z pewnością nie najważniejszym. Zostawił mnie samego, kiedy chciałem z nim porozmawiać. Poszedł sobie i nawet się nie pożegnał, nie powiedział, że innym razem, że chociażby dzisiaj.
To mnie rozbijało całą noc, a dziś dobił mnie informacją, że mógł zejść z tego świata kompletnie. Co ja miałem o tym wszystkim myśleć? Po prostu przyjąć do wiadomości? Tak się dało? Czy tak można było? W taki bezduszny sposób?
Przerwałem jednak rozmyślania, dosyć gwałtownie, bo nie wierzyłem, miałem wrażenie, że się przesłyszałem, że Flynn powiedział jakieś obcej dziewczynie... o nas...? Nie przerywałem mu, ale się zestresowałem co nie miara i jednocześnie rozczuliłem, bo jednak mówił o nas komuś, bynajmniej komuś, kto nie był Razielem ani żadnym innym kochankiem. Jak chociażby Laurent... Chętnie spróbowałbym mu przywalić drugi raz za zapraszanie Flynna do tańców. Właściwie, to teraz bym to zrobił. Nic by mi nie przerwało ani bym nie chybił. Najchętniej to bym założył do tego całą swoją kolekcję pierścieni i wtedy porządnie mu przywalił, by miał pamiątkę na chociaż dłuższą chwilę, bo pewnie zaraz by go pochuchali i podmuchali.
Podniosłem się. Powoli, ale podniosłem się z tej podłogi do siadu. Tego takiego tureckiego. Wbiłem spojrzenie na powrót we Flynna. Wyglądał paskudnie, ale wciąż był piękny. Piękny i biedny.
- Byłeś w Stanach? - zapytałem go zaskoczony, bo tej historii chyba nie miałem okazji usłyszeć, poza tym... poza tym chciałem się upewnić jeszcze z tym jednym. - Powiedziałeś jej... o nas? Tak po prostu? Że... my...?
Bo dla mnie to był temat tabu. Dla wszystkich to był temat tabu, a dla niego jak najbardziej coś, co mógłby iść obwieścić w gazetach. Zero zdrowego rozsądku, tylko papka utworzona z bolączek i pragnień tego kurwikleszcza. A jednak... łechtało mi to również ego, do czego nie chciałem się przyznawać przed samym sobą.
- I... jeszcze... Nic nie powiesz...? Tak nic na to nie powiesz? - zapytałem go, mając na myśli potwierdzenie jego przypuszczeń, że chciałem mu wtedy, na weselu wyznać miłość. Może nie oczekiwałem fanfarów, ale jednak... Takie zlanie było jeszcze gorsze niż chociażby komentarz, że jestem przewidywalny.
I co się ze mną działo? Wcześniej miałem go za tak dobrą osobę, którą wciąż pozostawał. Teoretycznie nic się nie zmienił. Po prostu ja... nie wiedziałem o pewnych sprawach. To ja zmieniłem perspektywę spojrzenia. Nie byłem pewien, czemu zacząłem oceniać go tak złośliwie. Najpewniej z zazdrości, żalu i z faktu bycia... Kim tak na dobrą sprawę? Drugim? Czy może trzecim? Z pewnością nie najważniejszym. Zostawił mnie samego, kiedy chciałem z nim porozmawiać. Poszedł sobie i nawet się nie pożegnał, nie powiedział, że innym razem, że chociażby dzisiaj.
To mnie rozbijało całą noc, a dziś dobił mnie informacją, że mógł zejść z tego świata kompletnie. Co ja miałem o tym wszystkim myśleć? Po prostu przyjąć do wiadomości? Tak się dało? Czy tak można było? W taki bezduszny sposób?
Przerwałem jednak rozmyślania, dosyć gwałtownie, bo nie wierzyłem, miałem wrażenie, że się przesłyszałem, że Flynn powiedział jakieś obcej dziewczynie... o nas...? Nie przerywałem mu, ale się zestresowałem co nie miara i jednocześnie rozczuliłem, bo jednak mówił o nas komuś, bynajmniej komuś, kto nie był Razielem ani żadnym innym kochankiem. Jak chociażby Laurent... Chętnie spróbowałbym mu przywalić drugi raz za zapraszanie Flynna do tańców. Właściwie, to teraz bym to zrobił. Nic by mi nie przerwało ani bym nie chybił. Najchętniej to bym założył do tego całą swoją kolekcję pierścieni i wtedy porządnie mu przywalił, by miał pamiątkę na chociaż dłuższą chwilę, bo pewnie zaraz by go pochuchali i podmuchali.
Podniosłem się. Powoli, ale podniosłem się z tej podłogi do siadu. Tego takiego tureckiego. Wbiłem spojrzenie na powrót we Flynna. Wyglądał paskudnie, ale wciąż był piękny. Piękny i biedny.
- Byłeś w Stanach? - zapytałem go zaskoczony, bo tej historii chyba nie miałem okazji usłyszeć, poza tym... poza tym chciałem się upewnić jeszcze z tym jednym. - Powiedziałeś jej... o nas? Tak po prostu? Że... my...?
Bo dla mnie to był temat tabu. Dla wszystkich to był temat tabu, a dla niego jak najbardziej coś, co mógłby iść obwieścić w gazetach. Zero zdrowego rozsądku, tylko papka utworzona z bolączek i pragnień tego kurwikleszcza. A jednak... łechtało mi to również ego, do czego nie chciałem się przyznawać przed samym sobą.
- I... jeszcze... Nic nie powiesz...? Tak nic na to nie powiesz? - zapytałem go, mając na myśli potwierdzenie jego przypuszczeń, że chciałem mu wtedy, na weselu wyznać miłość. Może nie oczekiwałem fanfarów, ale jednak... Takie zlanie było jeszcze gorsze niż chociażby komentarz, że jestem przewidywalny.