Nie podejrzewała, że kwietniowy poranek będzie pełen wrażeń. Najpierw Cymbał czmychnął gdzieś i znalazł się dopiero po godzinie. Później nie mogła znaleźć swej torby i notatnika, a na samym końcu zauważyła, że z jej lelkiem jest coś nie tak.
Wszystkie te i inne sprawy złożyły się na spóźnienie na spotkanie z Fergusem. Rowle może i miała inne poczucie czasu niż wszyscy dookoła, ale poczucia, że nie powinno się spóźniać, jeszcze nie porzuciła. Dlatego w pośpiechu aportowała się do rezerwatu i podążyła jedną z dróżek, które prowadziły w głąb lasu.
Jedną z jej ulubionych rzeczy, które można było spotkać w nienaruszonych przez ludzi lasach, była cisza. Jednak nie taka napawająca niepokojem, to była cisza miastowego zgiełku, ale za to pełna śpiewu ptaków, postękiwań drzew i szumu liści. Przystanęła na chwilę, by zaczerpnąć tchu i wchłonąć te dźwięki, zapachy i krzyk. Moment, co? Jaki krzyk?
— REGINA!
W jednej chwili czar dziczy prysł. Rowle zwróciła się w kierunku, skąd dobiegało wołanie i puściła się tamtą stronę dzikim pędem. Całe szczęście Fergus, bo to on właśnie wołał, nie był daleko. Za to, kiedy go zobaczyła, pojęła, że jest w tarapatach i jego darcie paszczy jest całkowicie uzasadnione.
— Jasna cholera… — zaklęła pod nosem, jednocześnie wyciągając różdżkę.
Mieli zebrać włosy jednorożca, być może uciąć sobie pogawędkę i popodziwiać poza londyński krajobraz, a nie wpadać w gniazdo chochlików. Zresztą do stu różdżek, co też te niebieskie gagatki tu robiły?!
— Fergus przestań się miotać!
Odkrzyknęła, choć to nie od niego zależało, a od niebieskich rozwrzeszczanych stworzonek. Regina zaklęła raz jeszcze, wycelowała różdżkę w stronę chmary chochlików, wykonała wężowy ruch dłonią i wystrzeliła w ich kierunku zaklęciem ogłuszającym, tak by odczepiły się od młodego Ollivandera.
Slaby sukces...
Tylko że to był jeden z tych dni, w których jej różdżka uważała, iż proste zaklęcia są poniżej jej godności i płatała swej właścicielce figle. W tym przypadku lekki błysk trafił w grupę chochlików, nawet je rozproszył, ale dosłownie na kilka sekund.
Ciemne oczka zabłysły, znajdując nowy cel, którym była Regina. Nim Olbrzymka zorientowała się, co się dzieje, tłum chochlików był już w połowie drogi do niej.