Bała się z początku: gdy w jej głowie zaświtała ta nieprzyjemna myśl, że jej wtedy przyszły narzeczony może nie być człowiekiem, a on jej to potwierdził, po jej bardzo bezpośredniej konfrontacji. Wtedy się bała, ale to był strach przed nieznanym. To zawsze był strach przed nieznanym. Nie zgadzała się na to, by bać się kogoś, z kim miała dzielić życie, więc zrobiła wszystko by zgłębić temat najpierw na własną rękę, później rozmową z Saurielem i zdołała samą siebie przekonać, że wampiryzm to nie jest nic strasznego, nawet jeśli był to żywot nienaturalny – to jednak miał do niego prawo. I wszystko to miało swoje warunki, z czymś się wiązało. Ludzie musieli gotować, jeść, pić wodę, spać, oddychać, załatwiać różne potrzeby, a wampiry… nie mogły wyjść na słońce, czuły nienasycony głód i pożywiały się krwią. No i co z tego? Czego miała się bać, skoro to było coś, na co Sauriel nie do końca miał wpływ, a walczył tak bardzo, by nad tym panować? Cholera, był nawet przy niej, kiedy dosłownie była zalana własną krwią, w swoim łóżku i dał radę wytrzymać i się na nią nie rzucił. Opiekował się nią kiedy mógł i nigdy nie zrobił jej żadnej krzywdy, zaś krwi po prostu potrzebował do przeżycia. Więc gdyby poprosił – dlaczego miałaby mu odmówić? Fakt, byłaby to już wtedy droga bez możliwości odwrotu, ale czy byłoby gorzej? Może właśnie byłoby lepiej – tego nie wiedzieli, a Sauriel ewidentnie albo nie był gotów na zmiany, albo nie był tematem jej krwi zainteresowany.
– Tyle tego dzisiaj zjadłam, że wcale bym się nie zdziwiła – ale czy jedzenie w ogóle miało wpływ na smak krwi? Kusiło ją o to zapytać, bo jak zwykle jej mózg popłynął swoimi torami, pochylając się nad zagadnieniem, które kompletnie nie było jej do niczego potrzebne, a jednak pobudzało jej szare komórki, ale z drugiej strony też co innego kołatało jej się po głowie. – Ale nie wiem. Może moja przypadłość i tak wszystko mąci – bo nad tym też się zastanawiała. Czy to, że jest jedną z Zimnych, jakoś wpływa na jej krew? Zmienia jej smak? Czy była zimna, czy może wcale nie? Tyle pytań…
Uniosła wyżej jedną brew, gdy Sauriel zgarnął dla siebie szampana, a potem upił cztery łyki. Victoria już się wtedy nie powstrzymała i miała zamiar mu zrobić dokładnie to, co on jej zrobił z truskawką i po prostu zabrała mu ten kieliszek, a później patrząc na niego wyzywająco wypiła mu resztę.
– Tak, wyzwanie – dopiero teraz mu odpowiedziała. – Możemy się założyć, że do rana nie ściągnę butów – groźba? Nie bała się tej groźby.