Właściwie to Sauriel niewiele się mylił w swoim stwierdzeniu i pewności, że to przez niego, a może raczej dzięki niemu, Victoria tak polubiła czekoladę. Wcześniej słodkości jadała raczej okazjonalnie, nie to, że całkowicie od nich stroniła, ale nie był jej pierwszy wybór. Ale Sauriel odczarował dla niej czekoladę i ogólnie wszystkie słodycze. Może to dlatego, że kojarzyła mu się z nim… Nie, wcześniej nie była takim łakomczuszkiem, dostawała na urodziny jakieś słodycze, oczywiście że tak, jadła je potem długo… ale odkąd zaczęła się spotykać z Saurielem, to zaczęło to wyglądać zupełnie inaczej. Wcześniej raczej nikt by jej nie spotkał przy czekoladowej fontannie z truskawkami, ale dzisiaj – oto była i chyba wielu osobom kojarzyła się już tylko z tym. Trudno – było to warte grzechu.
– Najlepsze to są takie truskawki w temperaturze pokojowej i ciepła czekolada – ciepła bo lejąca się, w kontakcie z chłodniejszą truskawką lekko zastygała. Zimne truskawki bywały zbyt twarde i nie tak soczyste. Ale na bogów, o czym tu oni właśnie dyskutowali. – Jakim cudem przeszliśmy od truskawek w czekoladzie do burdelu na Ścieżkach? – Victoria by się nigdy nie zniżyła do tego, żeby do burdelu iść w celach innych niż zawodowych, a już na pewno nie poszłaby z nikim do łóżka za pieniądze. Za to kwestia trupów… To musiała sobie przemyśleć i poukładać, za to to, że na przykład na takiego Sauriela patrzyła jak na osobę, a nie na to jakiej jest „rasy” samo w sobie sprawiało, że przewartościowała pewne rzeczy i… no cóż. Nie patrzyła na to jak na przeszkodę nie do przeskoczenia. W ogóle nie patrzyła na to jak na przeszkodę.
Sauriel wstał, a Victoria w tym czasie wsadziła sobie do dzioba ostatni kawałek tortu i dopiero wtedy odwróciła się do niego akurat w idealnym momencie, by zobaczyć pokłon i wyciągniętą do niej dłoń. Kącik ust drgnął jej, gdy Sauriel oczywiście rzucał swój… czar… mówiąc o nogach i dupie, choć chyba nigdy nie słyszała jeszcze, by komentował jej figurę, dekolt, nogi czy tyłek. Słyszała coś o ustach i jakiś niewybredny komentarz podpitego umysłu o jej stosunkach (a komentarz to był całkowicie nietrafiony i przestrzelony) z byłym. Teraz już jednak znała Sauriela lepiej, znacznie lepiej, jedynie popatrzyła na niego wymownie, upewniła się, że nie ubrudziła się ciastem, po czym delikatnie podała mu dłoń, pozwalając przy tym pomóc sobie wstać, a wtedy poprawiła swoją sukienkę i spojrzała na Sauriela.
– Jesteś pewien, że wiesz, na co się piszesz? – zaczepiała go tylko, przecież nie zrobiłaby mu w tańcu żadnej krzywdy. Fakt był jednak taki, że był trochę wstawiony, nie tak jeszcze by plątał mu się język, albo żeby chodzić jakoś… nie tak, ale część jego ruchów nie miała już tej kociej gracji i wyliczonej precyzji. Co za to wiedziała to to, że jak już go dorwała, to nie puści go zbyt szybko. Pozwoliła się więc poprowadzić do sali obok, gdzie można było spokojnie tańczyć.