30.06.2024, 12:36 ✶
Południowe stragany
Obserwował śmiejącego się z niego Laurenta, ściskając spierzchnięte wargi w wąską linię.
- Oj już nie bądź taki mądry. - Nieco teatralnie wywrócił oczyma. - Wraz z zetknięciem się z tym brukiem mój zapał zniknął - dodał, chcąc jednak postawić na swoim, kropka na końcu zdania w tej jednej rzeczy miała być jego, nawet jeżeli wyraźnie zakrzywiał tym rzeczywistość.
Pewnie powinien poczekać z tym pierścionkiem. Albo najlepiej nie dawać mu go wcale... Powinien się do niego odciąć raz na zawsze, przecież potrafił odcinać się od ludzi dla większego dobra, a jednak... nie zrobił tego. I naprawdę zamartwiał się tym, w jaki sposób Laurent na niego reagował. Nie podobało mu się to, ile energii wkładał w wyczucie jego nastroju, w dobieranie słów. To nie była sytuacja, w której czuł się dobrze i potrafił zachowywać się naturalnie - oboje przed sobą grali i oboje udawali, a ona jak zawsze odczytywał wszelkie gesty w sposób, który czynił go niechcianym elementem. Zabrał tę rękę po oczyszczeniu rany, ułożył ją na oparciu ławki w nonszalancki sposób i siedział tak bez wyraźnego podziękowania. Wolałby mieć w tej ranie piach, ale żeby Laurent nie rozplótł ich palców, ale zdzielenie go w łapę znaczyło w jego słowniku nieme „nie dotykaj mnie”, więc od tego momentu siedzieli na tej ławce już nie razem, ale osobno. Mowa jego ciała się zmieniła, nie wskazywał już nawet kolanami w stronę blondyna tylko na zewnątrz. Nie stykał się z nim w żaden sposób.
- Taa, uwielbiam się nad tobą znęcać, dlatego tu jestem i kupuję ci prezenty. - Faktycznie klęczenie przed nim i błaganie go każdą komórką ciała o przyzwolenie na całowanie go po stopach nie stawiało go w szczególnie normalnym świetle, ale na jego obronę - nie dostrzegał w tym masochizmu. W rozcinaniu swojej skóry ostrymi narzędziami również. To przecież wszystko było coś zupełnie innego. - Nie mam porównania do innych ludzi. Mogę ci to porównać do innego bólu i wyjebanie się na ulicy nie znalazłoby się pewnie w pierwszej setce mojego zestawienia najgorszych doświadczeń. - Odwrócony w kierunku straganów, ostentacyjnie ignorując tego syczącego kota, wciąż wydmuchiwał dym tak, żeby nie leciał na jego rozmówcę. Odkąd zaczął palić, był wyraźnie spokojniejszy. - Wypiłem za dużo wódki, a ścisnęło mi żołądek. Czy taka odpowiedź jest dla ciebie wystarczająca, milady?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.