08.01.2023, 11:33 ✶
Nic w tym dziwnego. Miał ją za grzeczną kujonkę, która o wszystko słucha się rodziców. Która jest sztywna jak widły w smoczym łajnie, która wyraża się tylko elokwentnie i grzecznie, która jest służbistką w mundurze zapiętym pod szyjkę. Za kobietę, która cieszy się na małżeństwo z kimś kogo nie zna, i która najchętniej nosiłaby tylko przytłaczające bogate stroje, mocny makijaż, i która brzydzi się ludźmi, którzy są jej przeciwieństwem: czyli takimi jak chamski Sauriel, który nic tylko żłopie alkohol i pali papierosy. No tak. Mając w głowie taki obraz drugiej osoby, trudno ją polubić. I trudno uznać, że lubi wyzwania.
– Niech będzie – och. Więc to wyzwanie nie tylko dla samej wiedzy, ale i z zakładem? W porządku. Skoro tak… Victoria zamyśliła się na kilka sekund. – A jak ci się nie uda w tym terminie, to przez jeden wieczór będziesz robić to, na co tylko mam ochotę – raczej nie było w tym nic głośnego. Victoria nie należała do głównego rodu, jej ojciec był młodszym z synów. No i co tu się rozpisywać… nie było żadnego skandalu, bo nie było żadnego zerwania. Victoria uśmiechnęła się nieznacznie do Sauriela. – Co ty na to? – i w tym ubawieniu nawet odrobinę przymrużyła te swoje sarnie oczy.
– Hahahaha – nie spodziewała się, że Sauriel odstawi tutaj teraz teatrzyk z przygotowywaniem się do jedzenia i wziął ją tym z zaskoczenia, stąd ten jej wybuch szczerego śmiechu. Cichego, dźwięcznego, może nawet uroczego, zwłaszcza wtedy kiedy jedną z tych dłoni uniosła, żeby zakryć swoje usta. Lodowa pani potrafiła się jednak śmiać. – Daj spokój, przecież wiem, że jest ohydna – w sensie ta sukienka, którą sama miała na myśli. Mało apetyczne danie. Prawdą było jednak, że to spotkanie było dziwne, bo zmieniało perspektywę. To była chyba ich pierwsza całkowicie pozbawiona wrogości rozmowa. I to taka, która pochłonęła ją na tyle, że nie zwracała uwagi na otoczenie – na inne pary, które tutaj dzisiaj siedziały przy świecach.
– Zapamiętam – choć czy faktycznie chciał za takiego uchodzić w pełni? Powiedział jej że jeszcze zatęskni za swoim poprzednim narzeczonym i nie mówił tego w przyjemny sposób. Tak jak odgrażał się, że teraz jest miły. A nie był. Dzisiaj było to dla niej widoczne jak niebo i ziemia.
– Niech będzie – och. Więc to wyzwanie nie tylko dla samej wiedzy, ale i z zakładem? W porządku. Skoro tak… Victoria zamyśliła się na kilka sekund. – A jak ci się nie uda w tym terminie, to przez jeden wieczór będziesz robić to, na co tylko mam ochotę – raczej nie było w tym nic głośnego. Victoria nie należała do głównego rodu, jej ojciec był młodszym z synów. No i co tu się rozpisywać… nie było żadnego skandalu, bo nie było żadnego zerwania. Victoria uśmiechnęła się nieznacznie do Sauriela. – Co ty na to? – i w tym ubawieniu nawet odrobinę przymrużyła te swoje sarnie oczy.
– Hahahaha – nie spodziewała się, że Sauriel odstawi tutaj teraz teatrzyk z przygotowywaniem się do jedzenia i wziął ją tym z zaskoczenia, stąd ten jej wybuch szczerego śmiechu. Cichego, dźwięcznego, może nawet uroczego, zwłaszcza wtedy kiedy jedną z tych dłoni uniosła, żeby zakryć swoje usta. Lodowa pani potrafiła się jednak śmiać. – Daj spokój, przecież wiem, że jest ohydna – w sensie ta sukienka, którą sama miała na myśli. Mało apetyczne danie. Prawdą było jednak, że to spotkanie było dziwne, bo zmieniało perspektywę. To była chyba ich pierwsza całkowicie pozbawiona wrogości rozmowa. I to taka, która pochłonęła ją na tyle, że nie zwracała uwagi na otoczenie – na inne pary, które tutaj dzisiaj siedziały przy świecach.
– Zapamiętam – choć czy faktycznie chciał za takiego uchodzić w pełni? Powiedział jej że jeszcze zatęskni za swoim poprzednim narzeczonym i nie mówił tego w przyjemny sposób. Tak jak odgrażał się, że teraz jest miły. A nie był. Dzisiaj było to dla niej widoczne jak niebo i ziemia.