Niektóre utwory były naprawdę wymagające. Poprawne ich zagranie wymagało pełnego skupienia. Wielu lat ciężkich ćwiczeń. Wypracowanej, odpowiedniej sprawności obydwu dłoni. Właściwej techniki gry. Ludzie, którzy z fortepianem nie mieli zbyt dużo wspólnego, nie do końca byli w stanie to zrozumieć. Pojąć. Dlatego też, choć pozornie obecna, Celine w rzeczywistości nie nadążała za tym, co działo się w pomieszczeniu. Była bowiem pochłonięta grą. Starała się nie popełnić nawet najmniejszego błędu. Nie miało dla niej znaczenia, że zapewne większość spośród zaproszonych gości, nie byłaby w stanie wychwycić fałszu. Niewłaściwego brzmienia.
Palce uderzały w kolejne klawisze. We właściwy sposób. We właściwej kolejności. Liebestraum nr 3 zbliżał się z wolna do końca. Finiszu. Akurat w odpowiednim momencie. Właściwej chwili. W pomieszczeniu pojawiały się bowiem kolejne osoby. Bliżsi oraz dalsi znajomi Agnès, z którymi będzie chciała odpowiednio się przywitać. Wznosząc toast. Zapewne życząc każdemu szczęścia w kartach oraz przy stole do ruletki.
Wydawało się, że uda jej się przebrnąć przez cały utwór bez nawet jednego błędu. Zaczynała już nawet czuć rosnące z tego powodu zadowolenie. Jak zawsze w takich przypadkach. Wtedy jednak, przy fortepianie pojawiła się Camille. Kilka lat starsza kuzynka. Rozproszyło ją to na tyle, iż pomyliła się. Trafiła dwukrotnie w niewłaściwy klawisz. Poczuła wynikającą z tego irytacje. Złość, której nie chciała jednak wylewać na kobietę. Prawda była jednak taka, że jak to już bywa z artystami, zachowanie spokoju przychodziło jej czasem z pewnym trudem.
- Merde! - wyrzuciła to bardziej do samej siebie, nie zaś w kierunku krewniaczki. Na nią bowiem uwagę przeniosła po chwili. - Wybacz mi słownictwo, mon chéri. Wiesz jak zdarza mi się zachowywać, kiedy gram. - przeprosiła, podnosząc się ze stołka, o skórzanym siedzisku. Pochyliła się nad instrumentem, pozwalając sobie uścisnąć Camille na powitanie. - Znajdę dla Ciebie kilka chwil, skoro już obie się tutaj pojawiłyśmy, byłoby szkoda nie skorzystać z takiej okazji.
Nie zatrzymywała kobiety, kiedy ta postanowiła ruszyć dalej. Podejść do znajdujących się w pobliżu stołów z jedzeniem, napojami i alkoholem. Ruszyć w kierunku punktu, w którym starszy, łysiejący mężczyzna wymieniał monety na żetony. Odprowadzała ją przez chwilę spojrzeniem, zanim przeniosła je w kierunku Agnès. Widząc, znajdujących się obok ciotki Anthony'ego oraz Matthiasa, obydwu pomachała. Ot, takie przywitanie się z daleka. Odchodzić od fortepianu bowiem chwilowo nie zamierzała.
Może nawet udałoby się jeszcze coś zagrać? Z tą myślą spojrzała ponownie na klawiaturę. Ułożyła nad nią dłonie. Chwilę jeszcze się wahała, ale wreszcie zdecydowała się zaprezentować nielicznym jeszcze gościom kolejny utwór.