30.06.2024, 14:33 ✶
- Na podstawie tego co mówisz, temu specjaliście zza granicy należy się co najwyżej order imbecyla, a pewnie wziął za to krocie. A mówię to jako teoretyk i astronom, a nie nekromanta.
Dolohov bardzo lubił się wymądrzać, ale jak widać, potrafił też słuchać. Nie przerwał Victorii ani razu, siedział wygodnie w swoim fotelu, popijając herbatę i dając jej wygłosić swoją opowieść, wyraźnie wczuty w to co mówiła - mogła poczuć się przez Dolohova wysłuchana, może nawet lepiej niż ci, którym zależało na tym o wiele bardziej.
- Był w moim gabinecie jeden z Brygadzistów, jeden z tych, którzy nie weszli do tego ogniska, ale doświadczyli anomalii, patrząc w płomienie. Zapytany o to co czuł, powiedział mi tak: „Obezwładniające uczucie, coś, z czym człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Przeładowanie emocjonalne? Chciałem płakać, zanosić się śmiechem i być w ciągłym ruchu, jakbym chciał spożytkować energię, w jakikolwiek sposób tylko się dało”. - Zacytował to co do słowa, opis wyrył mu się bowiem w pamięci, nie potrzebował do tego choroby Milforda. Obracał je w głowie wielokrotnie, oglądając z każdej strony i dochodził do wniosku, że doświadczenie tego, co stało się na Beltane, faktycznie miało związek z manipulacją energią. - Dostrzegł w tych płomieniach swoje życie - dodał coś, co musiało być dla niej oczywiste. Odstawił swoją filiżankę na spodeczek i ułożył się na fotelu nieco inaczej, trochę jakby nie potrafił znaleźć pozycji, w której poczuje się dobrze, dzieląc się następnymi słowami. - Mugole mają takie określenie. Na to, co widzą przed śmiercią... Mówią, że całe życie przelatuje im przed oczami, jakby oglądali taśmę filmu o samych sobie. Na podstawie tego co nam powiedział, zakwalifikowałem to zdarzenie do doświadczeń z pogranicza śmierci. Istnieje ich dokładnie czternaście, szczegółowo opisanych w dziele, które mogę ci pożyczyć, jeśli taka twoja wola - ale mógł też po tym po prostu odpowiedzieć. - Trzymam je jednak w domowej bibliotece, musielibyśmy zmienić piętro. - Nie wydawał się być tym wymogiem szczególnie przejęty. - Cóż, podobnie jak przy doświadczeniach pogranicza śmierci, istnieją spoiwa łączące ze sobą wszystkie znane mi religie i koncepcje dotyczące śmierci i zaświatów. Wszystkie odnoszą się albo do innych miejsc, w których spotyka się ponownie swoich bliskich lub do zamkniętego obiegu energii w przyrodzie. Na to się mówi reinkarnacja, po śmierci masz wrócić do życia i rodzisz się na nowo i... faktycznie nie znajdziesz w księgozbiorach żadnej biblioteki nic o tym, czego doświadczyłaś pod hasłami takimi jak Limbo, Tir Nan Og, Valhalla, czy jakkolwiek chcesz to nazwać, ale twoje doświadczenia można powiązać z innymi zdarzeniami związanymi ze śmiercią. Wyobraź sobie Victorio, że na przestrzeni historii świata - w czego odkryciu pomógł mu nie kto inny jak Peregrinus - rodziły się dzieci, które pamiętały swoje poprzednie wcielenie. Nie mówię tutaj o tym, że wgryzły się w ciastko i przywołało im to we łbie jakieś uczucie nostalgii za czymś, czego nie pamiętają. Dokładne zdarzenia, Victorio. Rodzisz się w Szkocji, masz pięć lat i zaczynasz opowiadać rodzicom o swoim poprzednim życiu, o twojej żonie, o twojej śmierci we wraku samolotu zestrzelonego w konkretnej bitwie, oni zabierają cię tam dla świętego spokoju, żeby zakończyć tę farsę, ale na miejscu okazuje się, że kojarzysz wszystko i wszystkich. Historia, zamiast zostać zduszoną w zarodku, nabiera coraz większego rozpędu, a potem - wykonał ruch ręką, jakby coś ścierał - nic. Nagle o tym zapominasz i jesteś znów sobą. Jakby coś dającego ci te wspomnienia się wyczerpało. - Zamilkł na moment, ale widać było od razu, że to nie koniec jego monologu. Zastukał palcami o blat. - Nie znam mugolskich legend, opowieści i książek na tyle dokładnie, aby się nad tym głęboko rozwodzić i doszukiwać więcej takich przykładów z ich świata, ale i u nas posiadanie nie swoich wspomnień, albo interpretowanie głosu słyszanego w głowie jako mądrości przodków to nie jest nic niespotykanego. - Nie dokończył tego. Miał z tego płynąć jakiś głębszy wniosek, którym się jeszcze nie podzielił, ale czuć go było w tym jak budował tempo i nastrój. To nie był punkt kulminacyjny.
Dolohov bardzo lubił się wymądrzać, ale jak widać, potrafił też słuchać. Nie przerwał Victorii ani razu, siedział wygodnie w swoim fotelu, popijając herbatę i dając jej wygłosić swoją opowieść, wyraźnie wczuty w to co mówiła - mogła poczuć się przez Dolohova wysłuchana, może nawet lepiej niż ci, którym zależało na tym o wiele bardziej.
- Był w moim gabinecie jeden z Brygadzistów, jeden z tych, którzy nie weszli do tego ogniska, ale doświadczyli anomalii, patrząc w płomienie. Zapytany o to co czuł, powiedział mi tak: „Obezwładniające uczucie, coś, z czym człowiek nie jest w stanie sobie poradzić. Przeładowanie emocjonalne? Chciałem płakać, zanosić się śmiechem i być w ciągłym ruchu, jakbym chciał spożytkować energię, w jakikolwiek sposób tylko się dało”. - Zacytował to co do słowa, opis wyrył mu się bowiem w pamięci, nie potrzebował do tego choroby Milforda. Obracał je w głowie wielokrotnie, oglądając z każdej strony i dochodził do wniosku, że doświadczenie tego, co stało się na Beltane, faktycznie miało związek z manipulacją energią. - Dostrzegł w tych płomieniach swoje życie - dodał coś, co musiało być dla niej oczywiste. Odstawił swoją filiżankę na spodeczek i ułożył się na fotelu nieco inaczej, trochę jakby nie potrafił znaleźć pozycji, w której poczuje się dobrze, dzieląc się następnymi słowami. - Mugole mają takie określenie. Na to, co widzą przed śmiercią... Mówią, że całe życie przelatuje im przed oczami, jakby oglądali taśmę filmu o samych sobie. Na podstawie tego co nam powiedział, zakwalifikowałem to zdarzenie do doświadczeń z pogranicza śmierci. Istnieje ich dokładnie czternaście, szczegółowo opisanych w dziele, które mogę ci pożyczyć, jeśli taka twoja wola - ale mógł też po tym po prostu odpowiedzieć. - Trzymam je jednak w domowej bibliotece, musielibyśmy zmienić piętro. - Nie wydawał się być tym wymogiem szczególnie przejęty. - Cóż, podobnie jak przy doświadczeniach pogranicza śmierci, istnieją spoiwa łączące ze sobą wszystkie znane mi religie i koncepcje dotyczące śmierci i zaświatów. Wszystkie odnoszą się albo do innych miejsc, w których spotyka się ponownie swoich bliskich lub do zamkniętego obiegu energii w przyrodzie. Na to się mówi reinkarnacja, po śmierci masz wrócić do życia i rodzisz się na nowo i... faktycznie nie znajdziesz w księgozbiorach żadnej biblioteki nic o tym, czego doświadczyłaś pod hasłami takimi jak Limbo, Tir Nan Og, Valhalla, czy jakkolwiek chcesz to nazwać, ale twoje doświadczenia można powiązać z innymi zdarzeniami związanymi ze śmiercią. Wyobraź sobie Victorio, że na przestrzeni historii świata - w czego odkryciu pomógł mu nie kto inny jak Peregrinus - rodziły się dzieci, które pamiętały swoje poprzednie wcielenie. Nie mówię tutaj o tym, że wgryzły się w ciastko i przywołało im to we łbie jakieś uczucie nostalgii za czymś, czego nie pamiętają. Dokładne zdarzenia, Victorio. Rodzisz się w Szkocji, masz pięć lat i zaczynasz opowiadać rodzicom o swoim poprzednim życiu, o twojej żonie, o twojej śmierci we wraku samolotu zestrzelonego w konkretnej bitwie, oni zabierają cię tam dla świętego spokoju, żeby zakończyć tę farsę, ale na miejscu okazuje się, że kojarzysz wszystko i wszystkich. Historia, zamiast zostać zduszoną w zarodku, nabiera coraz większego rozpędu, a potem - wykonał ruch ręką, jakby coś ścierał - nic. Nagle o tym zapominasz i jesteś znów sobą. Jakby coś dającego ci te wspomnienia się wyczerpało. - Zamilkł na moment, ale widać było od razu, że to nie koniec jego monologu. Zastukał palcami o blat. - Nie znam mugolskich legend, opowieści i książek na tyle dokładnie, aby się nad tym głęboko rozwodzić i doszukiwać więcej takich przykładów z ich świata, ale i u nas posiadanie nie swoich wspomnień, albo interpretowanie głosu słyszanego w głowie jako mądrości przodków to nie jest nic niespotykanego. - Nie dokończył tego. Miał z tego płynąć jakiś głębszy wniosek, którym się jeszcze nie podzielił, ale czuć go było w tym jak budował tempo i nastrój. To nie był punkt kulminacyjny.
with all due respect, which is none