-Gdyby to była suczka, nazwałbym ją Persephona, ale to chłopak, więc... Gordon? Albo Benji - chyba zaczął się ekscytować. -Tak, Benji mi się podoba.
"Benji" uniósł łeb, spoglądając wpierw na Jonathan, potem na Jessiego, zamerdał krótko ogonem i znowu zaczął węszyć, by poznać nowe miejsce. Do tej pory jego ogon cały czas schowany był między jego tylnymi nogami. Na jego szyi wciąż była zapięta obroża, którą Jessie wyczarował dla niego na moście, i chłopak trzymał w dłoni koniec tej samej smyczy, razem z siatkami, w której niósł zakupione przez chrzestnego rzeczy, potrzebne do opieki nad psiakiem.
-Jeżeli nie zgodzi się na psa, to biorę smoka - powiedział, otwierając drzwi do mieszkania.
Jonathan wpuścił pierwszego, potem sam wszedł i poczekał, aż Benji obwącha dokładnie framugę drzwi i same drzwi, zanim odważy się przełożyć łapki przez próg i faktycznie wejść do swojego nowego domu.
Odstawił siatki i kucnął, obserwując psiaka, obwąchującego dosłownie każdy kawałek podłogi i każdy mebel, który znalazł się w zasięgu jego nosa (czyli niewielka była to przestrzeń, bo smycz nie była przesadnie długa). Zapachów było dla niego mnóstwo i wszystkie musiał poznać.
-A może wcale nie będzie z tym problemu? - powiedział i wyciągnął rękę, gdy Benji podszedł do niego. -Może właśnie sama będzie chciała go zatrzymać?
Mokry nos przesuwał się po jego ciepłej skórze, a zaraz dołączył do niego równie mokry język. Uśmiechając się delikatnie, Jessie podrapał psiaka pod pyszczkiem.
-Tata by go polubił - dodał trochę ciszej, zanim wstał i zajrzał w głąb mieszkania. -Mamo? Rita? Ktoś jest w domu?