30.06.2024, 16:08 ✶
Mieszkanie Kelly’ych było duże, i zajmowało całe piętro kamienicy, nie ubogie, ale też nie luksusowe – ot takie, jakiego można się spodziewać po kobiecie, która ma naprawdę wysoką pensję (i która czasem dostawała prezenty od bogatszych znajomych), ale nie jest obrzydliwie bogata.
Charlotte na wołania syna wyłoniła się z kuchni z nożem w ręku. Był pokryty jakąś podejrzaną, czerwoną substancją.
Nie, nie obudził się w niej talent jasnowidzenia i nie zobaczyła ich przez jedno z okien. Ot chociaż absolutnie nie była gospodynią domową (za żadne skarby świata!), i zazwyczaj jedzenie kupowała, a od czasu do czasu płaciła za drobną pomoc uboższej sąsiadce, to jednak w Stanach musiała nauczyć się przygotowywać podstawowe potrawy. Po kilku wypadkach, wielu razach, gdy Ned heroicznie przełykał przypalone dania i jednym zrujnowaniu kuchni, nauczyła się jako tako gotować. I choć teraz korzystała z tej umiejętności rzadko, to strzeliło jej do głowy, że zrobi konfitury, według przepisów znajomej ze Stanów, a za których smakiem nagle zatęskniła. Na Pokątnej naprawdę ciężko było o smaczne przetwory, przynajmniej zdaniem Charlotte.
Po prawdzie nie wymagało to wiele pracy, bo oczywiście od tego była magia. Łyżka wirowała w garnku wprawiana w ruch zaklęciem translokacyjnym, owoce obierały się same, a Charlotte tylko sobie siedziała przy stole, czasem machając różdżką, i rozmyślając, jaką to jest wspaniałą matką, skoro szykuje dla dzieci przetwory (nie żeby sama nie zamierzała ich jeść). Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że różdżka nieco drgnęła, nóż wymsknął się z niewoli czaru i spadł na podłogę, Kelly podniosła go więc i ruszyła sprawdzić, czemu wołał ich syn.
Zatrzymała się w progu kuchni.
Najpierw spojrzała na Jessiego, potem na Jonathana, i jego mina naprawdę się jej nie spodobała. Potem wzrok Charlotte powędrował na te wszystkie torby i natychmiast dostrzegła wielki worek z psim jedzeniem. A wreszcie popatrzyła na psa.
– Czekam na wyjaśnienia – powiedziała krótko, celując nożem, ociekającym sokiem z malin, w Jonathana, bo nie wątpiła, że to jakimś cudem jego pomysł. Jessie przecież przynajmniej by spytał, co o tym myślą! On miał odrobinę zdrowego rozsądku, chociaż Selwyn bardzo starał się tę wyplenić.
Charlotte na wołania syna wyłoniła się z kuchni z nożem w ręku. Był pokryty jakąś podejrzaną, czerwoną substancją.
Nie, nie obudził się w niej talent jasnowidzenia i nie zobaczyła ich przez jedno z okien. Ot chociaż absolutnie nie była gospodynią domową (za żadne skarby świata!), i zazwyczaj jedzenie kupowała, a od czasu do czasu płaciła za drobną pomoc uboższej sąsiadce, to jednak w Stanach musiała nauczyć się przygotowywać podstawowe potrawy. Po kilku wypadkach, wielu razach, gdy Ned heroicznie przełykał przypalone dania i jednym zrujnowaniu kuchni, nauczyła się jako tako gotować. I choć teraz korzystała z tej umiejętności rzadko, to strzeliło jej do głowy, że zrobi konfitury, według przepisów znajomej ze Stanów, a za których smakiem nagle zatęskniła. Na Pokątnej naprawdę ciężko było o smaczne przetwory, przynajmniej zdaniem Charlotte.
Po prawdzie nie wymagało to wiele pracy, bo oczywiście od tego była magia. Łyżka wirowała w garnku wprawiana w ruch zaklęciem translokacyjnym, owoce obierały się same, a Charlotte tylko sobie siedziała przy stole, czasem machając różdżką, i rozmyślając, jaką to jest wspaniałą matką, skoro szykuje dla dzieci przetwory (nie żeby sama nie zamierzała ich jeść). Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że różdżka nieco drgnęła, nóż wymsknął się z niewoli czaru i spadł na podłogę, Kelly podniosła go więc i ruszyła sprawdzić, czemu wołał ich syn.
Zatrzymała się w progu kuchni.
Najpierw spojrzała na Jessiego, potem na Jonathana, i jego mina naprawdę się jej nie spodobała. Potem wzrok Charlotte powędrował na te wszystkie torby i natychmiast dostrzegła wielki worek z psim jedzeniem. A wreszcie popatrzyła na psa.
– Czekam na wyjaśnienia – powiedziała krótko, celując nożem, ociekającym sokiem z malin, w Jonathana, bo nie wątpiła, że to jakimś cudem jego pomysł. Jessie przecież przynajmniej by spytał, co o tym myślą! On miał odrobinę zdrowego rozsądku, chociaż Selwyn bardzo starał się tę wyplenić.