Anthony
Z zaklęcia otumaniającego obudziło go uderzenie w twarz i ostry ból wargi, która pękła od ciosu, a wraz z powracającą świadomością i ostrością widzenia, przybył też ból, daleki od tego przyjemnego. Anthony szybko zorientował się, że jest przywiązany so twardego krzesła, jego ręce związane z tyłu wprawiały barki w napięcie i cierpnące mrowienie. Dodatkowo niesamowicie bolała go głowa po jednej stronie, pulsując w rytm jego własnego tętna.
Pierwsze, co zobaczył to dwóch mężczyzn, maksymalnie trzydziestoletnich, całkiem przystojnych i podobnych do siebie na tyle, że z góry dało się założyć bliskie pokrewieństwo. Jeden przeglądał jakieś przedmioty w pomieszczeniu, drugi stał tuż przed Anthony'm i bawił się jego różdżką, którą przezornie mu odebrał.
Znajdowali się w magazynie na scenografię, w otwartej przestrzeni wypełnionej kartonowymi dekoracjami, sztucznym balkonem dla Romeo i Julii, wielkimi maskami wiedźm Hamleta, które w wykonaniu teatru unosiły się nad bulgoczącym kotłem. Z bliska były jeszcze bardziej szkaradne, lecz nie w przerażający sposób, a ze względu na niedoróbki, których i tak nie widać w dymie z widowni.
— Myślałeś że co, uwiedziesz ją, dasz jej pierścionek, a później zostawisz? — zapytał retorycznie mężczyzna z różdżką Shafiq'a, po czym skinął głową na brata. Ten sięgnął po drewniany młotek, chyba z inscenizacji sceny krokieta z Alicji w Krainie Czarów dla dzieci, zamachnął się i uderzył nim przywiązanego mężczyznę w brzuch.
— I jeszcze jej bachora wmówiłeś, padalcu. Hipnoza, kurwa. Zobaczymy jak hipnozujesz z poprzestawianym ryjem.
Uderzenia nie były może aż tak mocne, nie te w brzuch, nie miały poczynić trwałego urazu, ale złamać całkowicie jego wolę walki.
Erik
Zamek otworzył się bez problemu, nie trzeba było być do tego geniuszem. Na dodatek nie odezwały się żadne zabezpieczenia, przynajmniej nie na głos. To, co zaś usłyszał Erik, gdy podszedł do brzegu sztucznego zbiornika wodnego, to echo monologu, dostatecznie zrozumiałe, aby wyłapać kontekst.
Erik bez trudu pojął, że dwójka mówi o jakiejś kobiecie ze złamanym sercem, której pojmany obiecywał gruszki na wierzbie i zahipnotyzował ją, aby myślała, że jest w ciąży. Usłyszy też wszelkie odgłosy, które wyda z siebie Anthony, podczas ataków. Głos dochodził zza dużych, na wpół otwartych drzwi po drugiej stronie wody, ledwie widocznych w świetle różdżki. Zalanie było długie, nie wiadomo też co kryło się na dnie.
Tik-tak. Tik-tak.