30.06.2024, 17:42 ✶
Gdy goście zaczęli zbierać się do wyjścia (albo rozchodzić po posiadłości, jeżeli akurat tu mieszkali albo chwilowo nocowali), Brenna zabrała się za zgarnianie rzeczy z ogrodu do kuchni. O pieczątkach już nawet nie myślała, a radość z tego, że przez chwilę wszyscy byli weseli i bezpieczni odpływała, gdy jej myśli odrywały się od tego, co działo się przed chwilą i uciekały do tego, co stanie się wkrótce. Do wyspy na morzu, która znikała i pojawiała się, a w swoich czeluściach kryła bezimienną grozą.
Przemknęła do Warowni, z całymi stosami talerzy, unoszącymi się za nią, wprawionymi w ruch za pomocą lewitującego zaklęcia. Zostawiła je skrzatce domowej, która teraz stała na zydlu i szorowała naczynia, za sprawą swojej przedziwnej magii wprawiając w ruch także ścierki i gąbki, dzięki czemu sama z powodzeniem pracowała za pięciu, i wydawała się całkiem nieźle przy tym bawić.
Brenna lubiła czasem coś ugotować, zwłaszcza kiedy szykowała coś dla przyjaciół, ale radość, jaką to całe sprzątanie i gotowanie sprawiało Malwie, zawsze wprawiała ją w odrobinę konsternacji.
Wracała właśnie do ogrodu, aby zabrać także koce i przelewitować stół z powrotem do jednego z nieużywanych pomieszczeń, kiedy dostrzegła Isaacka. Niezbyt ją zdziwiło, że się tu jeszcze kręcił – mógł w końcu zostać chwilę dłużej, żeby porozmawiać z Thomasem albo Erikiem, nigdzie się nie wybierającym ze względów oczywistych.
– Hm? – spytała, przystając, wyrwana z zamyślenia. – A, tak, jasne. Czegoś się potrzebujesz? Ominęłam cię, jak rozdawałam ciastka? – dopytała, odruchowo zerkając na jego ręce, czy trzyma paczuszkę, bo przecież zostało mnóstwo jedzenia, więc wpychała wychodzącym w ręce kawałki tortu, albo ciasteczka, albo jeszcze co innego, co akurat się nawinęło i dało upchnąć w jednym z kolorowych pudełeczek. Zmarszczyła jednak lekko brwi, kiedy wspomniał, że to ważne: nie że jedzenie nie było ważne, ale czy mówiłby takim tonem, gdyby po prostu zapomniała dać mu ciasteczka... - Coś się stało?
Przemknęła do Warowni, z całymi stosami talerzy, unoszącymi się za nią, wprawionymi w ruch za pomocą lewitującego zaklęcia. Zostawiła je skrzatce domowej, która teraz stała na zydlu i szorowała naczynia, za sprawą swojej przedziwnej magii wprawiając w ruch także ścierki i gąbki, dzięki czemu sama z powodzeniem pracowała za pięciu, i wydawała się całkiem nieźle przy tym bawić.
Brenna lubiła czasem coś ugotować, zwłaszcza kiedy szykowała coś dla przyjaciół, ale radość, jaką to całe sprzątanie i gotowanie sprawiało Malwie, zawsze wprawiała ją w odrobinę konsternacji.
Wracała właśnie do ogrodu, aby zabrać także koce i przelewitować stół z powrotem do jednego z nieużywanych pomieszczeń, kiedy dostrzegła Isaacka. Niezbyt ją zdziwiło, że się tu jeszcze kręcił – mógł w końcu zostać chwilę dłużej, żeby porozmawiać z Thomasem albo Erikiem, nigdzie się nie wybierającym ze względów oczywistych.
– Hm? – spytała, przystając, wyrwana z zamyślenia. – A, tak, jasne. Czegoś się potrzebujesz? Ominęłam cię, jak rozdawałam ciastka? – dopytała, odruchowo zerkając na jego ręce, czy trzyma paczuszkę, bo przecież zostało mnóstwo jedzenia, więc wpychała wychodzącym w ręce kawałki tortu, albo ciasteczka, albo jeszcze co innego, co akurat się nawinęło i dało upchnąć w jednym z kolorowych pudełeczek. Zmarszczyła jednak lekko brwi, kiedy wspomniał, że to ważne: nie że jedzenie nie było ważne, ale czy mówiłby takim tonem, gdyby po prostu zapomniała dać mu ciasteczka... - Coś się stało?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.