Nie mógł zrozumieć, co z nim było nie tak - oprócz tego, że wszystko. Tyle osób wokół próbowało mu wcisnąć kit, jakim to nie jest wspaniałym człowiekiem, a był tylko tym, do czego sprowadzała go jego macocha, takie były fakty. Czy to żal przemawiał przez tych wszystkich ludzi? Litość? Litowali się nad nim, bo był tak żałosny w swojej mizernej egzystencji? Myślał, że w sumie na to nie zasługiwał - jasne, może nie był święty, miał ciężki grzech próby zabicia kogoś za swoimi plecami, ale czy to aż tak go przekreślało w tym wszystkim? Pech zaczął się dużo wcześniej, a właściwie - był od zawsze. Chyba od pierwszego oddechu, który przyjął, bo to przez ten oddech parę lat później oddała swój ostatni jego matka. Więc może w ogóle nieodpowiednie było myślenie, że na takie traktowania nie zasługuje - chyba właśnie zasługiwał jak nikt inny.
Czy to więc litość sprawiła, że ten pierścionek zalśnił w blasku ulicznych lamp?
Był przepiękny. Poruszająco przepiękny. Uśmiechnął się (nieświadomie) do tej piękne błyskotki, nawet pomimo wszystkich tych fatalistycznych myśli. Odłożył kartkę i wsunął pierścionek na palec, unosząc go przed siebie, przechylając głowę na ramię.
- Piękny. - Zachwycił się cicho, oglądając lśniący kamień pod różnym kątem w ciepłym, sztucznym oświetleniu. Piękny i... z całą pewnością nie na kieszeń kogoś takiego jak Edge. Ten cyrk, tamta przyczepa... Laurent nie bardzo miał wyobrażenie tego, jakimi pieniędzmi dysponują ludzie biedni i jak takie życie wygląda, ale wiedział wystarczająco, żeby być pewnym, że na coś takiego nie stać takich cyrkowców. Ukradł go? Nie, przecież wtedy... tak, wziął go na miarę, nie potrzebował tamtego pierścionka... więc zrobiony został na zamówienie. Po to, żeby móc chronić.
Tylko że Laurent prędzej zdechnie, niż użyje tego pierścionka wplątując Flynna w jedno z wielu problemów, jakie go ostatnio prześladowało. Cóż, nie miało to znaczenia. Jak będzie zdychać to przynajmniej może poprosić o przeniesienie do szpitala, bo to też ostatnio stanowiło problem.
- Dziękuję. - Powtórzył i podniósł się z ławki. - Idziemy do twojego koła? - Zachęcił mężczyznę, skoro chciał się tam udać. Poprawił tylko koszulkę w koszyku, żeby Diva mogła się pod nią schować i zakopać, zanim go podniósł. I ruszył w kierunku tego koła.