30.06.2024, 19:19 ✶
Miałem wrażenie, że z Flynnem nigdy nie było normalnej rozmowy. Albo mruczał i dukał, nie chcąc za wiele mówić, bo wolał język ciała... Albo przekopywał się ze mną na słowa. Nie, on nie mówił. On wyrzucał z siebie słowa, jakby miały być pociskami skierowanymi prosto w moją pierś. Tak się bynajmniej czułem, kiedy stawałem w szranki z Flynnem, szranki, bo rozmową tego nie można było określić. Moje zaskoczenie oczywiście odebrał jako atak...
- Martwię się o ciebie i twój los... Mógłbyś zostać aresztowany. Albo coś - wydukałem z siebie niepewny, co o tym myśleć. Bałem się, że mógłby być szykanowany. Bałem się, że ktoś mógłby mu zrobić krzywdę. Ale bałem się również, że tak naprawdę Flynn mnie nie kochał. Bałem się, że kochał jedynie moją uwagę skierowaną na jego osobę. A ja chciałem być kimś w jego oczach, a nie tylko przytulanką na gorsze dni... Jedną z wielu przytulanek, warto pamiętać.
Marzyłem, ewidentnie marzyłem na jawie, że jestem kimś ważnym w jego życiu, kimś, kto się liczył i był aktywny w jego codzienności, kimś, z kim mógł porozmawiać, do kogo się przytulić, z kimś czule pokochać, kimś, kogo miał za równego sobie i z kim byłby gotów iść przez ten świat, ale... ale to prysło, zniknęło. Nie było tego. Niczym paskudny koszmar. Piękny obraz, który zaczął gnić. I JESZCZE MNIE PYTAŁ, CZY WOLAŁBYM, ŻEBY BYŁ DLA MNIE PO PROSTU BRATEM!?
Wziąłem głęboki wdech i wstałem, pomagając sobie ręką. Teraz górowałem nad nim i w sumie może to dobrze? Może trzeba było z nim walczyć o dominację...? Heh. Tylko przecież w jego oczach byłem od startu skazany na przegraną!
- Nie, Flynn. Nie chciałbym byś był po prostu moim bratem. Wolałbym, żebyś mnie kochał. Bardzo bym chciał, żebyś mnie KOCHAŁ. NAPRAWDĘ MNIE KOCHAŁ - stwierdziłem podniesionym głosem, zaciskając dłonie. Oczy miałem przepełnione bólem.
Nie wiem, co chciałem mu tym przekazać? Że chciałbym, żeby mnie dostrzegał w tym zalewie swoich emocji? Żeby mnie szanował? Żeby martwił się o mnie? Troszczył się o mnie...? Żeby nie robił nam pod górkę przy każdej rozmowie? Ale też jednocześnie nie kłamał, nie zatajał prawdy i nie krętaczył...? Żeby był przede mną otwarty? Myślę, że to nie było możliwe. On nawet nie był w stanie zrezygnować ze spania z kim popadnie. Nie mogłem być ważny. Mogłem być jedynie w cieniu. Ewentualnie być, kiedy będę potrzebny.
- Faktycznie, to żałosne - stwierdziłem, zerkając na jego rzeczy w kącie. W oko wpadła mi oczywiście ta nieszczęsna książka. Ewidentnie byłoby mu na rękę, gdybym się odkochał, gdybym był tylko bratem. - Będę zatem po prostu twoim bratem.
Miałem wrażenie, że świat pękał. Słyszałem wyobraźnią, jak na nieboskłonie tworzą się spękane pajęczynki. Z pewnością tam były.
- Ogarnij siebie, wóz Fiery, a potem swój wóz... Ten, który jest w tej chwili pełen klamotów. To, co może się przydać, przynieś do mojego, a resztę wyrzuć. Masz czas do końca dnia, więc niewiele ci go zostało... Jakieś pytania? - zapytałem oschle, bo niepotrzebnie się uzewnętrzniałem, odsłaniałem, kiedy byłem tylko ścianą do przestawiania. Tylko ścianą do przestawiania. - I nie zawracaj nikomu tyłka. Masz to zrobić sam.
Jeśli pytań nie było, to spojrzałem ostatni raz na książkę od Raziela, po czym wyszedłem.
- Martwię się o ciebie i twój los... Mógłbyś zostać aresztowany. Albo coś - wydukałem z siebie niepewny, co o tym myśleć. Bałem się, że mógłby być szykanowany. Bałem się, że ktoś mógłby mu zrobić krzywdę. Ale bałem się również, że tak naprawdę Flynn mnie nie kochał. Bałem się, że kochał jedynie moją uwagę skierowaną na jego osobę. A ja chciałem być kimś w jego oczach, a nie tylko przytulanką na gorsze dni... Jedną z wielu przytulanek, warto pamiętać.
Marzyłem, ewidentnie marzyłem na jawie, że jestem kimś ważnym w jego życiu, kimś, kto się liczył i był aktywny w jego codzienności, kimś, z kim mógł porozmawiać, do kogo się przytulić, z kimś czule pokochać, kimś, kogo miał za równego sobie i z kim byłby gotów iść przez ten świat, ale... ale to prysło, zniknęło. Nie było tego. Niczym paskudny koszmar. Piękny obraz, który zaczął gnić. I JESZCZE MNIE PYTAŁ, CZY WOLAŁBYM, ŻEBY BYŁ DLA MNIE PO PROSTU BRATEM!?
Wziąłem głęboki wdech i wstałem, pomagając sobie ręką. Teraz górowałem nad nim i w sumie może to dobrze? Może trzeba było z nim walczyć o dominację...? Heh. Tylko przecież w jego oczach byłem od startu skazany na przegraną!
- Nie, Flynn. Nie chciałbym byś był po prostu moim bratem. Wolałbym, żebyś mnie kochał. Bardzo bym chciał, żebyś mnie KOCHAŁ. NAPRAWDĘ MNIE KOCHAŁ - stwierdziłem podniesionym głosem, zaciskając dłonie. Oczy miałem przepełnione bólem.
Nie wiem, co chciałem mu tym przekazać? Że chciałbym, żeby mnie dostrzegał w tym zalewie swoich emocji? Żeby mnie szanował? Żeby martwił się o mnie? Troszczył się o mnie...? Żeby nie robił nam pod górkę przy każdej rozmowie? Ale też jednocześnie nie kłamał, nie zatajał prawdy i nie krętaczył...? Żeby był przede mną otwarty? Myślę, że to nie było możliwe. On nawet nie był w stanie zrezygnować ze spania z kim popadnie. Nie mogłem być ważny. Mogłem być jedynie w cieniu. Ewentualnie być, kiedy będę potrzebny.
- Faktycznie, to żałosne - stwierdziłem, zerkając na jego rzeczy w kącie. W oko wpadła mi oczywiście ta nieszczęsna książka. Ewidentnie byłoby mu na rękę, gdybym się odkochał, gdybym był tylko bratem. - Będę zatem po prostu twoim bratem.
Miałem wrażenie, że świat pękał. Słyszałem wyobraźnią, jak na nieboskłonie tworzą się spękane pajęczynki. Z pewnością tam były.
- Ogarnij siebie, wóz Fiery, a potem swój wóz... Ten, który jest w tej chwili pełen klamotów. To, co może się przydać, przynieś do mojego, a resztę wyrzuć. Masz czas do końca dnia, więc niewiele ci go zostało... Jakieś pytania? - zapytałem oschle, bo niepotrzebnie się uzewnętrzniałem, odsłaniałem, kiedy byłem tylko ścianą do przestawiania. Tylko ścianą do przestawiania. - I nie zawracaj nikomu tyłka. Masz to zrobić sam.
Jeśli pytań nie było, to spojrzałem ostatni raz na książkę od Raziela, po czym wyszedłem.