30.06.2024, 19:53 ✶
Witam się z Agnès i przedstawiam jej swoją osobę towarzyszącą
– A i owszem, szczęśliwie udaje mi się forsować swoje preferencje kolorystyczne, choć ostatnio na weselu Blacków musiałem nosić burgund. Dobrze, że jakość materiału i krój nadrabiały świadomość paradowania w kolorze, którego nie jestem w stanie poddać ocenie. – skrzywił się nieznacznie na to wspomnienie, gdyby mógł, nigdy by nie wyciągnął tego garnituru z szafy, odwlekając to na święte "za tydzień" aż do wygaszenia umowy z Rosierami.
– Nie wątpię w to, choć wszyscy wiemy, że Celine mogłaby zagrać Mozartowskie Kurki Trzy i wszyscy odpłynęlibyśmy w zachwycie. Taki talent rodzi się raz na pokolenie. – wzrokiem uciekł do swojej dawnej protegowanej, której jednak nie zamierzał zawracać od wejścia głowy, kompletnie przy okazji ignorując pytanie dotyczące kompozytora. Odczekał na wymianę uprzejmości między gospodynią przyjęcia a Morpheusem Aryaman i ledwie parsknięciem skomentował insynuację Camille, na temat jego interesowności. Dziś planował tylko rozrywkę, żadnych interesów. No chyba, że nadarzyłaby się jakaś okazja...
– Widzimy się z pewnością potem. Agnès. Camille. – Skłonił im głową, po czym odmachał Celine, ale na razie nie chciał do niej podchodzić. Zamiast tego ścisnął swoje dłonie i uniósł je w geście niemych oklasków, po czym położył dłoń na przedramieniu swojego towarzysza, nie chciał przecież zawłaszczać gospodyni tylko dla siebie, gdy tylu gości czekało na powitanie.
– Chodźmy więc po żetony. Czy zamierzasz mi przynieść dzisiaj szczęście mój drogi? – zagadnął lekko, zmierzając do stolika, gdzie można było wymienić żetony. 500 galeonów ciążyło mu w kieszeni, nawet jeśli złoto znajdowało się w magicznej sakiewce, skutecznie redukującej tak jego objętość jak i wagę. Ciężar więc był metaforyczni, nie zmieniało to postaci rzeczy, że pojawiło się na stole. Na wejście. Od progu. Po cóż czekać i biegać, jak pies z chorym pęcherzem, by co chwila dokupywać żetony.
– Dziś Ty jesteś smokiem. Dziś Ty pilnujesz skarbów. – zwrócił się do towarzyszącego mu "Hindusa", samemu nie zamierzając dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł to zrobić za niego. Może też zbyt długo przypatrywał się jego twarzy, z oczami iskrzącymi rozbawieniem, uśmiechem przesłaniającym komplement dla pionowych źrenic, a może żałowaniem braku złotej łuski na skroni. Zaraz potem zamierzał się udać za świeżości do stołu z kartami. Sam nie zamierzał dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł za nim je nosić. – Zostaniesz też moim podczaszym? Po weselu nie chcę ryzykować tej nowej mody na wzmacniane magią drinki. Ale Ty... lubisz nowości prawda monsieur Birla?
– Nie wątpię w to, choć wszyscy wiemy, że Celine mogłaby zagrać Mozartowskie Kurki Trzy i wszyscy odpłynęlibyśmy w zachwycie. Taki talent rodzi się raz na pokolenie. – wzrokiem uciekł do swojej dawnej protegowanej, której jednak nie zamierzał zawracać od wejścia głowy, kompletnie przy okazji ignorując pytanie dotyczące kompozytora. Odczekał na wymianę uprzejmości między gospodynią przyjęcia a Morpheusem Aryaman i ledwie parsknięciem skomentował insynuację Camille, na temat jego interesowności. Dziś planował tylko rozrywkę, żadnych interesów. No chyba, że nadarzyłaby się jakaś okazja...
– Widzimy się z pewnością potem. Agnès. Camille. – Skłonił im głową, po czym odmachał Celine, ale na razie nie chciał do niej podchodzić. Zamiast tego ścisnął swoje dłonie i uniósł je w geście niemych oklasków, po czym położył dłoń na przedramieniu swojego towarzysza, nie chciał przecież zawłaszczać gospodyni tylko dla siebie, gdy tylu gości czekało na powitanie.
– Chodźmy więc po żetony. Czy zamierzasz mi przynieść dzisiaj szczęście mój drogi? – zagadnął lekko, zmierzając do stolika, gdzie można było wymienić żetony. 500 galeonów ciążyło mu w kieszeni, nawet jeśli złoto znajdowało się w magicznej sakiewce, skutecznie redukującej tak jego objętość jak i wagę. Ciężar więc był metaforyczni, nie zmieniało to postaci rzeczy, że pojawiło się na stole. Na wejście. Od progu. Po cóż czekać i biegać, jak pies z chorym pęcherzem, by co chwila dokupywać żetony.
– Dziś Ty jesteś smokiem. Dziś Ty pilnujesz skarbów. – zwrócił się do towarzyszącego mu "Hindusa", samemu nie zamierzając dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł to zrobić za niego. Może też zbyt długo przypatrywał się jego twarzy, z oczami iskrzącymi rozbawieniem, uśmiechem przesłaniającym komplement dla pionowych źrenic, a może żałowaniem braku złotej łuski na skroni. Zaraz potem zamierzał się udać za świeżości do stołu z kartami. Sam nie zamierzał dotykać tokenów, skoro miał kogoś kto mógł za nim je nosić. – Zostaniesz też moim podczaszym? Po weselu nie chcę ryzykować tej nowej mody na wzmacniane magią drinki. Ale Ty... lubisz nowości prawda monsieur Birla?
Wymieniam 500 galeonów na 100 tokenów.