30.06.2024, 20:26 ✶
Południowe stragany - blisko koła fortuny
Nie miał nawet najmniejszych szans na zamaskowanie reakcji własnego organizmu - znowu zrobił się czerwony, bo chciał to usłyszeć. Każde słodkie „dziękuję” z jego ust, nawet gdyby było wymuszone lub fałszywe, wywoływało w nim niesamowicie silne uczucie gorąca. Wiedział dobrze, że nie był jedyną osobą, która tak na niego reagowała, a także jak bardzo było to dla Laurenta niewystarczające, ale... Co z tego. I tak chciał to czuć. Jeżeli taka będzie wola Laurenta, postawi mu ten dom, albo przynajmniej narysowaną przez siebie altanę. Postawiłby mu coś innego, ale za takie myśli spodziewałby się już nawet nie pacnięcia go w rękę, a konkretnego zdzielenia go z liścia w twarz.
- Eh? - Pytanie przywróciło go na ziemię. Odchrząknął, po czym zaciągnął się ostatni raz i zgasił końcówkę papierosa o murek, a później jak ostatni wieśniak dokładnie w tym miejscu go upuścił. Najwyraźniej powstrzymywał się przed zaśmiecaniem mu ogrodu, ale nie miał tej samej litości dla Pokątnej. Po tym oczywiście wstał i ruszył za nim, kilkoma szybkimi ruchami zrównując ich krok. - Wygodnie ci to nieść? - Zapytał i tak, to była propozycja poniesienia tego koszyka za niego, o ile kotka nie zechce podrapać go za to po rękach, a w sumie... Nawet jak go podrapie, to co? Miał na nich tyle śladów od noża, że ślady po pazurach całkiem nieźle wkomponowałyby się w krajobraz. Jeżeli Prewett mu tego koszyka nie przekazał, ani nie został złapany za rękę, schował dłonie do kieszeni kurtki, uprzednio rozmazując nieco czarną farbę wystającą mu spod kołnierza. - Wiesz, gdzie to jest? - Bo Flynn najwyraźniej nie miał zielonego pojęcia, rozglądał się pomiędzy straganami, próbując znaleźć ten jeden, ewentualnie zetknąć się wzrokiem z oczami Viorici, żeby posłać jej szalony uśmiech. Dopiero po chwili dotarło do niego, że koło fortuny musiało być w tym miejscu, które zbierało największą ilość gapiów. Niestety było tam teraz tyle osób, że nawet nie szło się przeciskać. Zawiesił się więc i stał tak jak trochę jak małe dziecko. Wahał się - iść do domu, czy poczekać aż towarzystwo nieco się rozrzedzi?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.