08.01.2023, 12:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2023, 12:56 przez Sophie Flint.)
Choć przebywała już jakiś czas w Wielkiej Brytanii, nie mogła uznać tego pobytu za udany. Starała się w tym wszystkim szukać pozytywów, choć zadanie to niekiedy bywało wręcz karkołomne. Jednym z pozytywów było to, że nie przymierała głodem. Kolejny to fakt, że znalazła pracę, choć dużo poniżej kwalifikacji. Innym jeszcze, że nie potrzebowała różdżki, aby rzucać zaklęcia. I to właśnie ten ostatni pozytyw zmusił ją do pojawienia się na ulicy pokątnej. Z racji tego, że naprawdę nie potrzebowała różdżki do czarowania, nawet nie zauważyła, że jej własna straciła przynajmniej część ze swojej mocy. Zazwyczaj nie zwracała na to uwagi. Czasami wręcz uważała jakoby drewniany patyczek bardziej jej wadził, niż pomagał w pracy czy życiu codziennym. Ale mimo to targały nią wyrzuty sumienia i sentyment. Ta różdżka spędziła z nią tyle lat. Poniekąd stała się przepustką do magicznego świata. Po prostu musiała o nią odpowiednio zadbać.
Nawet do niej dotarły plotki dotyczące jakości usług świadczonych przez ludzi pracujących w sklepie Ollivandera. Jeszcze zza czasów szkolnych pamiętała o tym, gdzie większość uczniów nabywała swoje pierwsze różdżki. Ollivanderowie byli najlepsi w swoim fachu, a ją zawsze ciągnęło w kierunku najwyższej jakości. Dlatego też właśnie tam postanowiła się udać.
Odnalezienie sklepu na ulicy Pokątnej nie było takie trudne. Sklep mieścił się przy głównej ulicy a nie jednej z jej odnóg. I mimo mało reprezentacyjnego frontu, nie dało się go pomylić z żadnym innym. Powoli weszła do środka, a mały dzwoneczek nad drzwiami (co oni wszyscy mieli z tymi dzwonkami nad drzwiami w Wielkiej Brytanii?!) obwieścił jej przybycie. Rozglądała się po wnętrzu mocno przykurzonym czasem i niezakupionymi przez nikogo różdżkami. Było w tym coś delikatnie niepokojącego. Nie zauważyła nikogo z obsługi w tej chyba bardziej reprezentacyjnej części sklepu.
- Ekhem... Dzień dobry? - rzuciła w eter, nie pewna, czy jej słowa w ogóle spotkają się z jakąkolwiek odpowiedzią. Cóż, najwyżej przyjdzie innym razem jeśli będzie trzeba.
Nawet do niej dotarły plotki dotyczące jakości usług świadczonych przez ludzi pracujących w sklepie Ollivandera. Jeszcze zza czasów szkolnych pamiętała o tym, gdzie większość uczniów nabywała swoje pierwsze różdżki. Ollivanderowie byli najlepsi w swoim fachu, a ją zawsze ciągnęło w kierunku najwyższej jakości. Dlatego też właśnie tam postanowiła się udać.
Odnalezienie sklepu na ulicy Pokątnej nie było takie trudne. Sklep mieścił się przy głównej ulicy a nie jednej z jej odnóg. I mimo mało reprezentacyjnego frontu, nie dało się go pomylić z żadnym innym. Powoli weszła do środka, a mały dzwoneczek nad drzwiami (co oni wszyscy mieli z tymi dzwonkami nad drzwiami w Wielkiej Brytanii?!) obwieścił jej przybycie. Rozglądała się po wnętrzu mocno przykurzonym czasem i niezakupionymi przez nikogo różdżkami. Było w tym coś delikatnie niepokojącego. Nie zauważyła nikogo z obsługi w tej chyba bardziej reprezentacyjnej części sklepu.
- Ekhem... Dzień dobry? - rzuciła w eter, nie pewna, czy jej słowa w ogóle spotkają się z jakąkolwiek odpowiedzią. Cóż, najwyżej przyjdzie innym razem jeśli będzie trzeba.