I co to teraz była za reakcja na jego twarzy? Ten rumieniec? Zawstydzenie? Zadowolenie? Czy przybierał znowu jakąś maskę na siebie obojętności, żeby... żeby co w zasadzie? Ranić? Bo jeśli to było jego celem to musiał mu to pogratulować - był numerem drugim zaraz za Philipem, choć akurat ten postawił poprzeczkę dość wysoko. Więc zgoda, może nie "zaraz za", ale mniej już go bolało to zupełne odsuwanie, zerwanie kontaktów, niż... to. Coś, czego nie rozumiał i nie wiedział, czy było w niego wycelowane, czy było formą obrony, czy... czym to w ogóle było? I nie zmieniało tego, że wyglądał przy tym tak uroczo, że..! Laurent chciał go przytulić, ucałować w policzek, chciał się do niego uśmiechać i błyszczeć. Ale w tym dystansie, który Flynn zrobił i nie raczył przy tym odpowiedzieć na jego pytanie, dlaczego to robi - nie zdecydował się na to.
- Flynn, czy ja... jesteś na mnie zły? Zrobiłem coś nie tak? - Czy to może przez to, że byli w cyrku i jego pobliżu mając na uwadze ostatnie zachowanie tego Jasnowidza? - Przepraszam, jeśli przeszkodziłem ci przychodząc w pobliże cyrku, myślałem, że... - Odetchnął. - Myślałem, że to może być dobra zabawa. Wyszło jak wszystko ostatnio. - Próbował teraz znaleźć w głowie coś, co w ostatnim czasie wyszło dobrze i jedyne, co przychodziło mu do głowy to wypalenie opium. To wyszło dobrze. Po opium było dobrze. - Nie, boli mnie... - spojrzał na Flynna i bardzo niemądrze załapał wtedy tą propozycję podaną nie wprost. - ... ręka... - Wymamrotał, a zaraz się trochę rozpromienił i bardzo chętnie wyciągnął koszyk w kierunku mężczyzny. - Dziękuję. - A teraz, kiedy go nie miał, automatycznie przesuwał kciukiem po nowym pierścionku. - Tak, mijałem je, jak... - uciekałem - była jakaś bójka. Przyznaję, że przez moment byłem przerażony, że to Śmierciożercy. - Zatrzymał się przy kole, a raczej nieopodal jego - Flynn musiał poczekać. Spojrzał na Flynna z tą nietęgą miną - tak, rzeczywiście, jak dziecko. Jakby teraz zagadał jakiegoś silnego, niezależnego samca-dżentelmena, że jego ma chore dziecko, które chce do koła i ten samiec by spojrzał na Flynna to by nawet nie pytał - po prostu zrobiłby im przejście. Oparł dłoń na ramieniu Flynna i pochylił się do niego stojąc ciągle z boku. Wyciągnął znów dłoń przed siebie, żeby zaprezentować ją w pełni też Fleamontowi. - Więc... jak to działa? - Wypadałoby chyba zapytać.